-Eh więc znów mam was przeprowadzać tak?-westchnął Mack.
-Tak-odpowiedzieli chórem.
-Chyba będe brał opłaty...-powiedział i się roześmiał Mack.Gdy Mack już przeprowadził wszystkich do domu Nike,wszyscy szybko wbiegli żeby schronić się przed deszczem.Wszyscy ujżeli wielki dom,ustrojony różnymi pamiątkami z podróży.Przez to że matka Nike była modelką zawsze gdzieś wyjeżdżała,ale oczywiście wracała.Ostatnio była w Indiach i kupiła pełno map różnych krajów.
-Mamo!Jestem!-krzyknęła Nike.Zza rogu drzwi wyłoniła się piękna kobieta.Miała pasemkowate,brązowe włosy upięte w kicek,zielone kocie oczy i lekko opalonął cere.Mack i Kross gapili się w nią z otwartymi buziami.Gdy Evanlyn to zobaczyła szturchnęła ich mocno w żebra.Obaj jękneli z bólu.
-Oh,dobrze tak myślałam że będziesz u swoich przyjaciół,mam nadzieje że niechodziłaś tak ubrana w burzę?Mogłabyś się pochorować-spytała troskliwie.
-Nie nie chodziłam.Mamo gdzie są te mapy z Indii?-spytała Nike.
-A po co ci one?-spytała i zdjęła z stojącego niedaleko drzwi kredensu papiery i podała je córce.
-Aa..tak chcę pokazać je kolegom-odpowiedziała.W tym momencie Evanlyn szturchnęła ją w bok.
-I Evanlyn!-dodała szybko.
-Ah,dobrze idźcie na góre bo zaraz przyjedzie Ras-odpowiedziała.
-Ras?-szepnęła do niej Evanlyn.
-Agent mamy-odpowiedziała i ruszyła w stronę schodów.Gdy byli już u góry skierowali się do pokoju Nike.Dziewczyna otworzyła drzwi i szybko weszła do pokoju.Położyła mapy na małym stole i rozłożyła je.
-A tak właściwie to gdzie mi idziemy?-spytał Kross oglądając pokój.
-Stawiam na Grecję lub Rzym-odpowiedziała Nike.
-Czemu akurat tam?-spytała zaciekawiona Evanlyn.
-Bo stamtąd są bogowie-odpowiedziała-No na przykład:Zeus jest w Grecji a Jupiter w Rzymie,rozumiesz?
-Więc każdy grecki bóg ma swojego rzymskiego odpowiednika,tak?-potwierdziła Evanlyn.
-Dokładnie.
-Ale nie wiemy dokąd zaprowadzi nas ten tunel-ciągnął Mack.
-Eh...A więc jednak będziemy musieli przez niego iść?-spytała Evanlyn.Nike zignorowała jej pytanie.
-Dlatego biorę wszystkie mapy-odpowiedziała Mack'owi.
-Skąd będziesz wiedziała gdzie jesteś?-spytał Kross,nadal zwiedzając pokój Nike.
-Stąd że znam trochę języki obce-odpowiedziała z satysfakcją.
-Eh a więc teraz z powrotem do Krossa!?-spytał Mack.Było widać że nie spodobał mu się ten pomysł.
-Przykro mi,ale tak-odpowiedziała uśmiechnięta Nike.Mack coś zamruczał po cichu.Gdy Mack już ich przeniósł znów zeszli do piwnicy.Nagle Evanlyn się zatrzymała.
-Co jest?-spytała Nike.
-Jaa...ja..Ja się boję pająków-wyjąkała.Wszyscy spojrzeli po sobie.
-Spoko będę szedł koło ciebie,żaden pająk cię nie skrzywdzi-powiedział Mack i się uśmiechnął.Gdy doszli do kolumny do tunelu pierwsz weszła Nike.Zaraz po niej Kross a potem Mack.Czas przyszedł na Evanlyn.Cała się trzęsła.
-Spokojnie,choć-powiedział Mack i podał jej ręke.Evanlyn ją złapała i powoli weszła.Wszyscy wyjęli latarki i poszli przed siebie.Szli tak przez dwie godziny a Evanlyn nadal nie puszczała ręki Mack'a.Szli w zupełnej ciszy aż przerwała ją Nike.
-Widzę światło!-krzyknęła i pobiegła w tamtą stronę.Wszyscy pobiegli za nią.Gdy dobiegli byli oszołomnieni,przed nimi stał wielki labirynt.
-Gdzie my...jesteśmy?-spytała Evanlyn.
sobota, 30 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
"Burza"-część 7
-Tak najlepiej! Od razu zniszczcie mi cały dom!-krzyknął Kross.
-Nie martw się odbudujesz to sobie-powiedziała Nike i się do niego uśmiechnęła.On tylko westchnął głośno. Evanlyn wychyliła się do dziury.Było tam pełno pajęczyn,pająków,robali i szczurów. Evanlyn przeszedł dreszcz.
-Jak tam nie wejdę-powiedziała stanowczo.
-Na razie oczywiście że nie,musimy się przygotwać-odpowiedziała Nike.Ulżyło jej,nie miała zamiaru zwiedzać tunelu wraz z pajączkami.
-Najpierw musimy...-zaczęła Nike.
-Skołować żarcie!-krzyknął Kross.
-Tak właściwie...-znów spróbowała.
-Musimy mieć śpiwory!-krzyknął Mack.
-To też ale...
-No i latarki!-krzyknęła Evanlyn.I cała trójka pobiegła do góry.
-Chodziło mi o mapę...-dokończyła Nike i pobiegła za przyjaciółmi.Gdy już dobiegli do góry na holu nadal stał Sebastian i odkurzał różne szafki i komody.Po cichu wszyscy skierowali się do kuchni.Gdy dotarli Kross zapytał:
-Ok!Kto umie gotować!?
Wszyscy spojrzeli na Evanlyn.
-Dlaczego ja ja nie umiem!?-wykrzyknęła.Wszyscy znów zmierzyli ją wzrokiem.
-Oj już dobra,dobra-powiedziała niechętnie.Wszyscy nie raz już byli u Evanlyn i to ona zawsze robiła najlepsze posiłki. Evanlyn niechętnie podeszła do lodówki i ją otworzyła.Zrobiła wielki oczy na widok tylu rzeczy.Było tam pełno mięsa,owoców,warzyw i najróżniejszych rzeczy.
-Dobra macie może jakieś zamówienia?-spytała.
-Wiesz najlepiej by było gdybyśmy wzięli trochę suszonego mięsa,warzyw i owoców-powiedział Mack.
-Chyba masz rację-powiedziała i wyjęła wszystkie rzeczy.Spakowała je do woreczka i wyjęła z górnej szafki trochę rozmaitych przypraw.
-A to co?-spytał zdziwiony Mack.
-Jak znam życie,to Nike i Kross będą wybrzydzać-powiedziała i skinęła głową w stronę dwóch pochłoniętych rozmową przyjaciół. Mack posłał jej uśmiech.
-Dobra ale może jeszcze gdzie ja mam to schować?-spytała Evanlyn.
-Mam jakieś plecaki w swoim pokoju-powiedział Kross.Wszyscy za Krossem poszli po schodach na górę.Gdy byli na górze zobaczyli wielkie pomieszczenie,pełne rozmaitych obrazów.Kross wszedł do jednego pomieszczenia a reszta za nim.Znaleźli się w wielkim pokoju.
-Ten pokój jest cztery razy większy niż mój-wykrzyknęła Evanlyn.Miała racje pokój Krossa był ogromny.Kross podszedł do małej szafy i ja otworzył.Miał tam multum plecaków.
-Łapcie-powiedział i rzucił trzy czarno niebieski plecaki. Evanlyn schowała jedzenie oraz przyprawy do plecaka a potem go założyła.
-Dobra teraz śpiwory-powiedział Mack.
-Mam parę i ten twój co zapomniałeś po ostatniej nocce-powiedział Kross.Poszedł do kolejnej szafy i wyciągnął cztery śpiwory.Każdy wziął swój i przymocował do plecaka.
-Teraz latarki-powiedziała Evanlyn.
-Eh...Co wy byście beze mnie zrobili?-spytał Kross i się wyszczerzył. Podszedł do kredensu stojącego obok łóżka i wyciągnął pięć latarek.
-Pięć?-zdziwiła się Evanlyn.
-Jakby jedna się zepsuła-odpowiedział Kross.
-I do mnie po mapy-wtrąciła się Nike.
środa, 27 marca 2013
"Burza"-część 6
Nike powoli weszła do komnaty.Wzięła do ręki krótki mieczyk.
-Aaał!-krzyknęła i miecz spadł z jej ręki.
-Co się stało!?-krzyknął Kross.
-Ten miecz!On parzy!-krzyknęła.
-Parzy?-spytał z niedowierzaniem.Podszedł do Nike wziął do ręki miecz,który upuściła Nike.
-Ja tam nic nie czuje-powiedział obracając miecz w dłoni.
-Przed chwilą się nim poparzyłam!-krzyknęła.I wzięła do ręki następny.
-I co parzy?-spytał troskliwie.
-Nie...?-powiedziała zdziwiona.
-Daj na chwilę-powiedział do Nike.Dziewczyna dała mu miecz.
-Aaauuł!-krzyknął-Faktycznie parzy-powiedział rozcierając rękę.
-Hmm...Może te miecze i łuk są przeznaczone dla odpowiednich osób?-powiedziała z namysłem do Evanlyn.
-Może,ale skąd ty to wiesz?-spytała zdziwiona i pomogła wstać Mack'owi.
-No...Nie wiem jakoś tak samo mi przyszło do głowy-powiedziała-No więc miecz ze skrzydłem dla Krossa z tym okiem dla mnie a z błyskawicą,jak się domyślam,dla Mack'a-powiedziała.
-Więc ten łuk jest dla mnie tak?-spytała Evanlyn.Nike pokiwała głową .Evanlyn wzięła do ręki łuk i zawiesiła kołczan na ramieniu.
-Ty w ogóle wiedziałeś że masz coś takiego w piwnicy?-spytał Mack biorąc miecz do ręki.
-Stary,jak bym wiedział to chyba bym ci powiedział,co nie?-odparł Kross.
-No w sumię tak-powiedział z namysłem.Kross i Mack znali się od urodzenia,i do dosłownie.Ich matki poznały się w wieku sześciu lat i od tąd są nie rozłączne tak jak Mack i Kross.Nike nadal podziwiała oko Horusa wygrawerowanym na mieczu.Kross wyszedł z komnaty i zaczął czegoś szukać.W końcu przystanął i otworzył szarą skrzynie.Wyjął z tam tąd trzy paski z pochwą.
-Macie,załóżcie-powiedział i rzucił paski Nike i Mack'owi.
-A po co to?-spytała zdziwiona Nike.
-Na miecz,serio chcesz chodzić z tym przez cały czas w ręku?-spytał i się do niej uśmiechnął.Nike schowała swój mieczyk do pochwy.Pasował idealnie.Tak samo zrobił Mack.
-No więc...Co teraz?-spytała Evanlyn.Nike podeszła do komnaty i zaczęła bardzo dokładnie badać ściany.Przystanęła koło trochę wysuniętej cegły.
-Mam-powiedziała dumnie.
-Ale co?-zwróciła się do niej Nike.
-Zobacz sama-powiedziała Nike i pchnęła cegłę. Cała ściana zatrzęsła się i i część spadła.
-Zapraszam!-krzyknęła uradowana Nike.
poniedziałek, 25 marca 2013
"Burza"-część 5 + dedyk
Dedykacja
Tak to jest już piąta część "Świata Ev" chciałabym podziękować Marceli za to że mnie wspiera i
jednocześnie ją ochrzanić za to że nie daje mi spokoju!Ale i tak dziękuje ci!
Gdy wszyscy weszli ujrzeli wielki hol.Kross był bardzo bogaty dlatego jego matka bardzo lubiła kupować nowe rzeczy do domu.Po środku holu rozciągały się schody na górę.Po prawej stronie było wejście do salonu,a po lewej do kuchni.Nagle podszedł do nich jakiś facet.Miał siwe włosy i pełno zmarszczek.Ubrany był w garnitur oraz czarne błyszczące buty.
-Witaj paniczu-powiedział dostojnie facet.
-Cześć Sebastian!-krzyknął Kross.Nike podeszła do niego bliżej i szepnęła:
-Paniczu?
-Eh wiem prosiłem go aby mówił do mnie po prostu Kross,ale on nie chcę-powiedział Kross.Nike,Mack i Evanlyn jeszcze nigdy nie byli w domu Krossa i nie wiedzieli że jest bogaty więc byli trochę zmieszani.Wszyscy byli przemoczeni od deszczu.Lokaj podszedł do pozostałej czwórki i powiedział:
-Czy mogę prosić o płaszcze?-spytał znów dostojnie.Przyjaciele spojrzeli na siebie mieli na sobie tylko bluzy.Jako pierwszy bluzę zdjąć Mack i podał ją Sebastianowi.Reszta zrobiła tak samo.Nagle do Krossa podbiegła jakaś kobieta.Najwyraźniej jego matka-pomyślała Evanlyn.
Miała długie blond włosy opadające na ramiona i orzechowe oczy.Ubrana była w żółtą sukienkę.
-Kross!-zawołała-Martwiłam się o ciebie!
-Ale nic mi nie jest-powiedział a potem zwrócił się do przyjaciół-Za mną.Wszyscy poszli za nim zostawiając w tyle matkę Krossa i Sebastiana.Za schodami były skryte drzwi.Kross otworzył je i wszedł za nim pozostała trójka.Znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu zbudowanym cały z szarych cegieł.Na półkach i stołach leżało pełno żelaza lub już wyrobionych mieczy.
-Szczerze mówiąc myślałam o czymś lepszym niż zwykły miecz-powiedziała Nike podnosząc jeden.
-O jak to sobie wyobrażałaś?-spytała uśmiechnięta Evanlyn.
-No...Sama nie wiem po prostu jakoś tak....bardziej...legendarnie-odpowiedziała w końcu. Mack oparł się o ściane. Nagle za jego plecami coś się otworzyło. Mack padł na ziemie jak długi.Reszta zachichotała.Nike podeszła do miejsca gdzie ściana się przesunęła.Na poduszce leżały cztery bronie.Jednym z nich był miecz."Świecił"się na niebiesko jak reszta broni.Miał na rękojeściu wygrawerowaną błyskawice.Druga broń,również miecz wyglądał identycznie jak tamta lecz,różnił się tym że na rękojeściu miał wygrawerowane skrzydło.Następna broń była trochę krótsza od miecza ale też dłuższa od sztyletu.Na rękojeściu widniał znak Oka Horusa.Ostatnią bronią był łuk,był cały niesbieski. Obok niego leżał kołczan ze strzałami. Kołczam zrobiony był ze skóry.Na nim wyszyty był znak strzał.Ale orginalne...-pomyślała Evanlyn.
-I o coś takiego mi chodziło!-wykrzyknęła Nike.
Tak to jest już piąta część "Świata Ev" chciałabym podziękować Marceli za to że mnie wspiera i
jednocześnie ją ochrzanić za to że nie daje mi spokoju!Ale i tak dziękuje ci!
Gdy wszyscy weszli ujrzeli wielki hol.Kross był bardzo bogaty dlatego jego matka bardzo lubiła kupować nowe rzeczy do domu.Po środku holu rozciągały się schody na górę.Po prawej stronie było wejście do salonu,a po lewej do kuchni.Nagle podszedł do nich jakiś facet.Miał siwe włosy i pełno zmarszczek.Ubrany był w garnitur oraz czarne błyszczące buty.
-Witaj paniczu-powiedział dostojnie facet.
-Cześć Sebastian!-krzyknął Kross.Nike podeszła do niego bliżej i szepnęła:
-Paniczu?
-Eh wiem prosiłem go aby mówił do mnie po prostu Kross,ale on nie chcę-powiedział Kross.Nike,Mack i Evanlyn jeszcze nigdy nie byli w domu Krossa i nie wiedzieli że jest bogaty więc byli trochę zmieszani.Wszyscy byli przemoczeni od deszczu.Lokaj podszedł do pozostałej czwórki i powiedział:
-Czy mogę prosić o płaszcze?-spytał znów dostojnie.Przyjaciele spojrzeli na siebie mieli na sobie tylko bluzy.Jako pierwszy bluzę zdjąć Mack i podał ją Sebastianowi.Reszta zrobiła tak samo.Nagle do Krossa podbiegła jakaś kobieta.Najwyraźniej jego matka-pomyślała Evanlyn.
Miała długie blond włosy opadające na ramiona i orzechowe oczy.Ubrana była w żółtą sukienkę.
-Kross!-zawołała-Martwiłam się o ciebie!
-Ale nic mi nie jest-powiedział a potem zwrócił się do przyjaciół-Za mną.Wszyscy poszli za nim zostawiając w tyle matkę Krossa i Sebastiana.Za schodami były skryte drzwi.Kross otworzył je i wszedł za nim pozostała trójka.Znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu zbudowanym cały z szarych cegieł.Na półkach i stołach leżało pełno żelaza lub już wyrobionych mieczy.
-Szczerze mówiąc myślałam o czymś lepszym niż zwykły miecz-powiedziała Nike podnosząc jeden.
-O jak to sobie wyobrażałaś?-spytała uśmiechnięta Evanlyn.
-No...Sama nie wiem po prostu jakoś tak....bardziej...legendarnie-odpowiedziała w końcu. Mack oparł się o ściane. Nagle za jego plecami coś się otworzyło. Mack padł na ziemie jak długi.Reszta zachichotała.Nike podeszła do miejsca gdzie ściana się przesunęła.Na poduszce leżały cztery bronie.Jednym z nich był miecz."Świecił"się na niebiesko jak reszta broni.Miał na rękojeściu wygrawerowaną błyskawice.Druga broń,również miecz wyglądał identycznie jak tamta lecz,różnił się tym że na rękojeściu miał wygrawerowane skrzydło.Następna broń była trochę krótsza od miecza ale też dłuższa od sztyletu.Na rękojeściu widniał znak Oka Horusa.Ostatnią bronią był łuk,był cały niesbieski. Obok niego leżał kołczan ze strzałami. Kołczam zrobiony był ze skóry.Na nim wyszyty był znak strzał.Ale orginalne...-pomyślała Evanlyn.
-I o coś takiego mi chodziło!-wykrzyknęła Nike.
niedziela, 24 marca 2013
"Burza"-część 4
Gdy Evanlyn się odrząsnęła powiedziała
-Tak wszystko jest normalne w Mack'a wali piorun a Kross sobie lata...
-Więc została jeszcze Atena i Artemida.Atena była boginią mądrości,a Artemida łowiectw,zwierzątek i takich tam-odparła Nike.
-Więc co mamy zrobić?-spytała zamyślona Evanlyn.Mack wstał podszedł do okna i go otworzył.Nagle z dworu wleciało mnóstwo ptaków i usiadło albo obok albo na Evanlyn.
-To już wszystko wiadomo,jestem genialny-powiedział Mack i się wyszczerzył.
-Tak tylko odpowiedzcie mi na jedno pytanie-powiedziała grzecznie Evanlyn. Wszyscy spojrzeli się na nią.
-Jak ja mam odgonić te ptaki!?-krzyknęła Evanlyn.Gdy już uporali się z ptakami Nike zadała kolejne pytanie:
-Dobra a teraz wracając do tematu mieliśmy sobie znaleźć broń prawda?Tym razem Kross się wyszczerzył.Jego ojciec wyrabiał różne zbroje,miecze,sztylety i łuki.
-Możemy iść do mnie-powiedział z zachwytem.
-Jasne tylko jak przejść do twojego domu przez tę burzę?-spytała Nike.
-Mack?Możesz to jakoś uspokoić?-spytała z nadzieją Evanlyn.
-Jeszcze nie umiem nic robić,ale jeśli skupie na sobie jej całą uwagę to może...-powiedział z namysłem.
-No i to jest pomysł!-wrzasnął nagle Kross.
-Tylko jak mam to zrobić-powiedział Mack.
-Może gdybyś z każdym z nas osobno przeszedł do domu Krossa to by się udało?-spytała Evanlyn.
-Spróbujemy-powiedziała Nike.
-Ale jeśli się usmażycie nie biorę tego na siebie-powiedział uśmiechnięty.
-Ty wiesz jak pocieszyć człowieka-powiedział sarkastycznie Kross.Gdy wychodzili z domu Mack'a na pierwszy ogień poszedł Kross. Mack szedł obok niego jak najbliżej.I tak jak mówił Mack wszystkie pioruny skierowały się w niego.Niedługo potem dziewczyny ujrzały idącego w ich stronę Mack'a.Kolej przyszła na Nike.Gdy Mack i Nike szli tak blisko obok siebie Evanlyn poczuła ukłucie zazdrości.Ale szybko przegoniła tę myśl bo przecież chodziło o bezpieczeństwo.Po paru minutach w oddali ujrzała idącego Mack'a. Gdy dotarł do niej powiedział:
-Gotowa?
-Tak-powiedziała nieśmiało.Cała się trzęsła ze starchu.W połowie drogi Mack położył jej ręke na ramieniui powiedział:
-Wole być pewny że nic ci nie będzie-powiedział nie odwracając wzroku. Evanlyn oblała się rumieńcem.Gdy dotarli do domu Krossa Evanlyn odetchnęła z ulgą.
-Dobra!Zapraszam was do mojego królestwa!-krzyknął Kross i otworzył drzwi.
sobota, 23 marca 2013
"Burza"-część 3
Wszyscy spojrzeli na siebie.
-Ciekawe kim są ci bohaterowie-palnął Kross.
-To chyba my-powiedziała Nike to co wszyscy myśleli.
-No ale o co chodzi z tym "Pokona zło.Zwycięży bitwę"-spytała Evnlyn.
-I niby czemu mamy pokonywać Kronosa?-dodał Mack.
-Może coś knuje?-spytał Kross.
-Może...Ale w jaki sposób mamy to zrobić?-dodał Mack. Nike spojrzała na nich,westchnęła głośno i przewróciła kartkę na drugą stronę.Wszyscy się do niej wyszczerzyli.
-Dobra...Co tu mamy...-zaczęła Nike-Gdy ziemia się otworzy,zło wyjdzie na świat.Lecz zanim stawicie im czoło przygotować się musicie...-w tym momencie Nike spojrzała badawczo na wszystkich.
-No co się patrzycie?To koniec-powiedziała i pomachała ręką przed oczami przyjaciół. Evanlyn gwałtownie zamrugała.
-No więc ma ktoś jakiś pomysł jak mamy się przygotować?-spytała.
-Wy w to wierzycie!?-krzyknął Kross-To jakieś zwykłe bajeczki-powiedział i wyszedł.Po paru sekundach usłyszeli potężny grzmot.Nagle wrócił Kross z przypalonym butem.
-Wieże w to-powiedział krótko i usiadł na łóżku Mack'a.
-Dobraa...To może powinniśmy skołować broń?-spytał Kross leżąc na łóżku.
-Wow pierwszy raz powiedziałeś coś mądrego-powiedziała sarkastycznie Nike.
-Wiesz co Nike? Masz imię po bogini zwycięst,a twoją patronką jest ktoś inny...-pomyślała Evanlyn.
-Mam szczerą nadzieje że Atena-powiedziała Nike.
-Czemu?
-No nie wiem...Tak po prostu lubię ją-powiedziała i się uśmiechnęła. Mack pochylił się i przewrócił kartkę z powrotem.
-Może gdzieś tu jest napisane kto jest kogo patronem?-powiedział z namysłem Mack. Zaczął bardzo dokładnie oglądać kartki.W końcu zamknął książkę i powiedział:
-Nic nie ma.
-Może ujwani się to w walce albo coś?-zaproponowała Evanlyn.
-W jakiej walce?-spytał Kross i gwałtownie podniósł się z łóżka.
-No nie wiem,tak jakoś przyszło mi do głowy-odpowiedziała.
-A w ogóle to jeszcze pisze w tej książce że jakąś bitwę wygramy-wtrąciła Nike.
-W takiej pogodzie na pewno nie-powiedział Mack i wyjrzał przez okno. Nagle Evanlyn olśniło.
-Hej!Przecież w tej przepowiedni czy co to tam jest pisze że kogoś patronem jest Zeus nie?-spytała Evanlyn. Wszyscy pokiwali głowami.
-A przecież Zeus był bogiem piorunów czy tam błyskawic tak?-upewniła się Evanlyn. W oczach Nike ujrzała błysk zrozumienia.
-Więc ktoś z nas mógłby uspokoić tę burzę!Genialne!-dokończyła Nike.
-Tylko kogo z nas jest patronem-spytał Mack.
-Mam pomysł!-krzyknął Kross.Nagle zerwał się z łóżka i stanął w pozycji jakby z czegoś chciał wystrzelić do góry.
-Nie to nie ja-powiedział i znów opadł na łóżko.
-Dobrze kto następny?-spytał Mack.
-Eh chyba ja...-powiedziała z ociąganiem Nike.Ustawiła się w tej samej pozycji jakiej przed chwilą Kross.Nic.
-Ta to też nie ja-powiedziała po chwili Nike.Zaraz po niej zrobiła identycznie to samo Evanlyn i tak samo nic się nie stało.Teraz z podłogi wstał Mack. Przybrał tę samą pozycje i BAM!Strzelił w niego piorun.Dziewczyny krzyknęły cicho,a Kross przyglądał się tylko temu.
-Nic ci nie jest!-krzyknęła zatroskana Evanlyn.
-Nie chyba nic-powiedział Mack-A to może dlatego jak biegłem do domu i dwa razy strzelił we mnie piorun nic mi się nie stało-powiedział z namysłem.
-A więc już wiemy że patronem Mack'a jest Zeus.Teraz tylko pozostała trójka-powiedziała Evanlyn.
-Wiesz Hermes był boskim posłańcem był zręczny,szybki,sprytni w ogóle-powiedziała Nike.
-A więc to kandydatury zostajesz tylko ty i Kross-odpowiedziała jej Evanlyn. Co prawda dziewczyna,również była szybka i zręczna ale nie mogła się równać z tym dwojga.
-A więc co zamierzasz jakiś konkursik zrobić-spytał żartobliwym tonem Kross.
-Niee... To musi być coś takiego,jak piorun walący w Mack'a-w tym momencie chłopak się do nich wyszczerzył.
-Hmm...Przecież Hermes potrafił latać dzięki tym swoim butom,prawda?Bo miały skrzydła jak dobrze pamiętam-powiedziała Nike.
-Ja tam nie wiem-powiedział Kross i zamknął oczy.Nagle zaczął się unosić.Wszyscy patrzeli jak sobie szybuje po pokoju Mack'a.
-Kross?-spytał niepewnie Mack.
-Czego widzisz że próbuje się zdrzemnąć?-spytał.
-Dobra,dobra ale tak na chwilkę spójrz w dół-poprosił Mack.Kross ociągliwie otworzył oczy i spojrzał w dół.
-Wow!Jestem supermen'em!-krzyknął i przybrał pozę jakby chciał odlecieć,lecz dalej powoli dryfował w powietrzu.
"Burza"-część 2
Przyjaciele rozmawiali jeszcze tak przez godzinę.Nagle rozpętała się burza.
-Och świetnie!Tego mi brakowało!-krzyknęła Nike.
--Oj przestań to zwykły deszczyk-powiedziała Evanlyn. Nagle obok niej walnął piorun.Dziewczyna aż podskoczyła.
-Tylko zwykły deszczyk hm?-powiedziała sarkastycznie Nike. Evanlyn posłała jej chłodne spojrzenie.
-To może choćmy do miasta gdzieś się schować zamiast tu tak stać i moknąć?-powiedział cierpliwie Kross.Dziewczyny skinęły głową i pobiegły przodem a za nimi biegł Kross oraz Mack. Gdy dotarli do miasta schowali się pod zadaszeniem małego sklepu.
-Wiecie co?Strasznie mnie dziwi to że pioruny walą tak strasznie blisko nas-powiedział z namysłem Mack.
-E tam to pewnie przypadek-powiedział Kross i machnął ręką.Stali tak przez dwadzieścia minut a burza nie ustawała.Pioruny cały czas waliły blisko nich,czasami w poddasze. Evanlyn bardzo to dziwiło.Spojrzała z ukosa na Mack'a.Miał taką samą minę co ona,to wszystko było bardzo dziwne.Gdy chciała się wychylić by spojrzeć w niebo o mało nie walnął w nią piorun.Szybko schowała się z powrotem.
-Wiecie co?Mack chyba ma racje to chyba dziwne że,kiedy akurat chciałam się wychylić piorun akurat chciał walnąć w to miejsce?-spytała i spojrzała na przyjaciół.Wszyscy spojrzeli po sobie.Nagle ziemia się zatrzęsła. Wstrząs był tak silny że Evanlyn o mało nie straciła równowagi.
-Co to było!?-krzyknął Kross.
-To nie może być normalne-odpowiedziała Nike.
-Mam pomysł!-krzyknął Mack i wybiegł spot zadaszenia.Pioruny momentalnie zaczęły walić w niego,lecz dzięki temu że był zwinny i szybki unikał ich.Gdy dobiegł do kolejnego sklepu stanął pod zadaszeniem aby odetchnąć.
-Teraz wy!-krzyknął.
-Oszalałeś?!-krzyknęła Nike.
-Zaufajcie mi mam plan!Spotkamy się u mnie!-powiedział i zniknął im z oczu.
-A więc?Kto pierwszy?-spytał Kross.Dziewczyny popatrzały na niego.
-Eh...Jakbym się tego nie spodziewał...-powiedział i zaczął biec identycznie jak Mack.Gdy dotarł do zadaszenia pomachał im i krzyknął:
-Nike teraz ty!
Nike spojrzała na Evanlyn.
-Dalej uda ci się!-zachęciła ją przyjaciółka.Nike przełknęła nerwowo śline i zaczęła biec.W połowie drogi o mało nie walnął w nią piorun,lecz go uniknęła.
-Biegnij!Szybciej!-krzyczał Kross.Nike wpadła pod zadaszenie prosto w ramiona Krossa.Oddychała szybko i nerwowo.Gdy się uspokoiła Kross zapytał:
-Nic ci nie jest?
Ona się do niego uśmiechnęła.
-Nie,nic-odwróciła się na pięcie i krzyknęła do Evanlyn-Dalej!
Evanlyn zdjęła gumkę do włosów z nadgarstka i zrobiła kicka. Zawsze nosiła gumkę przy sobie.Bo nigdy nie wiadomo kiedy się przyda?Evanlyn wzięła kilka głębokich wdechów i zaczęła biec.Szybko biegła nie patrząc pod nogi.Nagle zahaczyła o kamień i upadła.Lecz szybko wstała i pobiegła.Odwróciła głowę by spojrzeć za siebie. Akurat w to miejsce,na którym przed chwilą leżała walnął piorun.Nie to nie mógł być przypadek-pomyślała.Gdy dobiegła do Nike i Krossa była zdyszana.Całe to unikanie i potykanie się bardzo ją zmęczyło.Momentalnie poczuła ból.Spojrzała na swoją lewą nogę.Na nodze widniała rana,która krwawiła.
-No świetnie...Tego mi brakowało-powiedziała.
-Chodźmy szybko do Mack'a on na pewno ma w domu jakieś bandaże-zawołał Kross.Od miejsca,w którym byli było bardzo blisko do domu Mack'a i cała droga była osłonięta.Przyjaciele szli do domu Mack'a wolno,przez lekko utykającą Evanlyn.Gdy doszli do domu drzwi się otworzyły na oścież.
-Wchodzicie szybko-powiedział chłopak.Gdy weszli po schodach do pokoju Mack'a chłopak pobiegł po bandaże.Gdy wrócił podał je Nike i zaczął czegoś szukać w pudle,które stało obok szafy.Wyjął wielką,brązową księgę z pozłacanymi końcami.
-Co to?-zaciekawiła się Evanlyn.
-Dostałem do kiedyś od dziadka,powiedział że gdyby działo się kiedyś coś dziwnego mam ją przeczytać,ale chyba mu się coś pomieszało ta książka jest pusta-powiedział i otworzył księgę-widzicie?
Przyjaciele otworzyli szeroko oczy.
-Co się tak patrzy...łoooo....-powiedział Mack i również spojrzał na księgę.Litery same pojawiały się na kartkach.
-Kim był twój dziadek?-spytała zaciekawiona Evanlyn.
-Szczerze to nie wiem-powiedział nie odrywając oczu od księgi.
-Czwórka bohaterów-zaczęła czytać na głos Nike-Pokona zło.Zwycięży bitwę.Patronami ich są sam Zeus,Artemida,Atena oraz Hermes.Zwyciężą oni Kronosa...-skończyła.
-Och świetnie!Tego mi brakowało!-krzyknęła Nike.
--Oj przestań to zwykły deszczyk-powiedziała Evanlyn. Nagle obok niej walnął piorun.Dziewczyna aż podskoczyła.
-Tylko zwykły deszczyk hm?-powiedziała sarkastycznie Nike. Evanlyn posłała jej chłodne spojrzenie.
-To może choćmy do miasta gdzieś się schować zamiast tu tak stać i moknąć?-powiedział cierpliwie Kross.Dziewczyny skinęły głową i pobiegły przodem a za nimi biegł Kross oraz Mack. Gdy dotarli do miasta schowali się pod zadaszeniem małego sklepu.
-Wiecie co?Strasznie mnie dziwi to że pioruny walą tak strasznie blisko nas-powiedział z namysłem Mack.
-E tam to pewnie przypadek-powiedział Kross i machnął ręką.Stali tak przez dwadzieścia minut a burza nie ustawała.Pioruny cały czas waliły blisko nich,czasami w poddasze. Evanlyn bardzo to dziwiło.Spojrzała z ukosa na Mack'a.Miał taką samą minę co ona,to wszystko było bardzo dziwne.Gdy chciała się wychylić by spojrzeć w niebo o mało nie walnął w nią piorun.Szybko schowała się z powrotem.
-Wiecie co?Mack chyba ma racje to chyba dziwne że,kiedy akurat chciałam się wychylić piorun akurat chciał walnąć w to miejsce?-spytała i spojrzała na przyjaciół.Wszyscy spojrzeli po sobie.Nagle ziemia się zatrzęsła. Wstrząs był tak silny że Evanlyn o mało nie straciła równowagi.
-Co to było!?-krzyknął Kross.
-To nie może być normalne-odpowiedziała Nike.
-Mam pomysł!-krzyknął Mack i wybiegł spot zadaszenia.Pioruny momentalnie zaczęły walić w niego,lecz dzięki temu że był zwinny i szybki unikał ich.Gdy dobiegł do kolejnego sklepu stanął pod zadaszeniem aby odetchnąć.
-Teraz wy!-krzyknął.
-Oszalałeś?!-krzyknęła Nike.
-Zaufajcie mi mam plan!Spotkamy się u mnie!-powiedział i zniknął im z oczu.
-A więc?Kto pierwszy?-spytał Kross.Dziewczyny popatrzały na niego.
-Eh...Jakbym się tego nie spodziewał...-powiedział i zaczął biec identycznie jak Mack.Gdy dotarł do zadaszenia pomachał im i krzyknął:
-Nike teraz ty!
Nike spojrzała na Evanlyn.
-Dalej uda ci się!-zachęciła ją przyjaciółka.Nike przełknęła nerwowo śline i zaczęła biec.W połowie drogi o mało nie walnął w nią piorun,lecz go uniknęła.
-Biegnij!Szybciej!-krzyczał Kross.Nike wpadła pod zadaszenie prosto w ramiona Krossa.Oddychała szybko i nerwowo.Gdy się uspokoiła Kross zapytał:
-Nic ci nie jest?
Ona się do niego uśmiechnęła.
-Nie,nic-odwróciła się na pięcie i krzyknęła do Evanlyn-Dalej!
Evanlyn zdjęła gumkę do włosów z nadgarstka i zrobiła kicka. Zawsze nosiła gumkę przy sobie.Bo nigdy nie wiadomo kiedy się przyda?Evanlyn wzięła kilka głębokich wdechów i zaczęła biec.Szybko biegła nie patrząc pod nogi.Nagle zahaczyła o kamień i upadła.Lecz szybko wstała i pobiegła.Odwróciła głowę by spojrzeć za siebie. Akurat w to miejsce,na którym przed chwilą leżała walnął piorun.Nie to nie mógł być przypadek-pomyślała.Gdy dobiegła do Nike i Krossa była zdyszana.Całe to unikanie i potykanie się bardzo ją zmęczyło.Momentalnie poczuła ból.Spojrzała na swoją lewą nogę.Na nodze widniała rana,która krwawiła.
-No świetnie...Tego mi brakowało-powiedziała.
-Chodźmy szybko do Mack'a on na pewno ma w domu jakieś bandaże-zawołał Kross.Od miejsca,w którym byli było bardzo blisko do domu Mack'a i cała droga była osłonięta.Przyjaciele szli do domu Mack'a wolno,przez lekko utykającą Evanlyn.Gdy doszli do domu drzwi się otworzyły na oścież.
-Wchodzicie szybko-powiedział chłopak.Gdy weszli po schodach do pokoju Mack'a chłopak pobiegł po bandaże.Gdy wrócił podał je Nike i zaczął czegoś szukać w pudle,które stało obok szafy.Wyjął wielką,brązową księgę z pozłacanymi końcami.
-Co to?-zaciekawiła się Evanlyn.
-Dostałem do kiedyś od dziadka,powiedział że gdyby działo się kiedyś coś dziwnego mam ją przeczytać,ale chyba mu się coś pomieszało ta książka jest pusta-powiedział i otworzył księgę-widzicie?
Przyjaciele otworzyli szeroko oczy.
-Co się tak patrzy...łoooo....-powiedział Mack i również spojrzał na księgę.Litery same pojawiały się na kartkach.
-Kim był twój dziadek?-spytała zaciekawiona Evanlyn.
-Szczerze to nie wiem-powiedział nie odrywając oczu od księgi.
-Czwórka bohaterów-zaczęła czytać na głos Nike-Pokona zło.Zwycięży bitwę.Patronami ich są sam Zeus,Artemida,Atena oraz Hermes.Zwyciężą oni Kronosa...-skończyła.
piątek, 22 marca 2013
"Burza"-część 1
Zaczął się nowy dzień.Promienie słońca rozświetliły pokój Evanlyn.Nagle zadzwonił budzik.Evanlyn półprzytomna zwaliła budzik z szafki nocnej.I znów się położyła.Powoli zaczęła zamykać powieki.Nagle otworzyła je.
-Dziewiąta!?-krzyknęła na cały dom.Szybko wstała z łóżka i wyjęła z szafy swoje ulubione szare dżinsy,niebieską koszulkę z krótkim rękawem oraz białą bluzę.Szybko pobiegła do swoje łazienki i zaczęła rozczesywać swoje długie,blond włosy.Później szybko zleciała na dół i skierowała się do kuchni.
-Cześć mamo!-krzyknęła.
-O widzę że już...
-Pa mamo!-krzyknęła wzięła rogala i pobiegła dalej.
-...wstałaś-dokończyła.Zza rogu wyłonił się jej ojciec wycierając szmatką ręce.
-Cześć córciu dokąd tak ci szybko?-spytał z troską w głosie.
-Biegnę do Nike,Krossa i Macka-odpowiedziała i pobiegła do wyjścia.Gdy była już przy drzwiach wpadła na swojego młodszego brata.
-Uważaj jak biegasz!-krzyknął uśmiechając się.
-Sory śpieszę się!-krzyknęła i zerwała się na równe nogi.Evanlyn i jej brat Will odróżniali się od innych rodzeństw mieście.Bardzo się lubili,a nie kłócili jak większość.Podała bratu rękę a on wstał.
-To lepiej idź bo się spóźnisz-powiedział.Ona tylko posłała mu ciepły uśmiech.Otworzyła drzwi i wyszła.Jej dom leżał w dużej odległości od miasta.Miasto było małe,spokojne i jeździło się tam przeważnie na koniach.Ona konia nie miała choć bardzo chciała.Biegła przez pagórkowatą polankę aż w oddali zobaczyła swoich przyjaciół.Pomachała do nich żeby ją zauważyli.Nike odmachała jej bo Mack oraz Kross byli zajęci graniem w piłkę nożną.Co nie wyglądało zbyt ciekawie,ponieważ tylko ją do siebie odbijali.Gdy Evanlyn dobiegła do niech przywitała się:
-Cześć
-Co tak długo?Myśleliśmy że nie przyjdziesz-spytała Nike.
-Przepraszam budzik nie zadzwonił-odpowiedziała.Nike spojrzała na przyjaciółke podejrzliwie.
-No co?-dopytatywała się Evanlyn.
-Oj dobra,dobra zapomniałam go nastawić,ale to tylko półgodziny-odpowiedziała dziewczyna.Nike posłała jej uśmiech.
-Tylko półgodziny he?Aż pół godziny musiałam patrzeć na interesujące zajęcie tych dwoje-wskazała ruchem ręki Mack'a i Krossa.Evanlyn zachichotała cicho.
-Masz jakiś problem?-spytał Kross uśmiechając się.Ale w tym momencie Mack kopnął piłkę mocniej i chłopak dostał w głowę.Krzyknął cicho,a dziewczyny wybuchły śmiechem.Najpierw Kross zrobił skruszoną minę,ale potem dołączyć do dziewczyn.W końcu podszedł do nich Mack.
-Znów nie ustawiłaś budzika?-spytał żartobliwie.Ona tylko przewróciła oczami,ponieważ często się jej to zdarzało.
-Oj tam przesadzasz-powiedziała Evanlyn.
-Tak?To dlaczego się spóźniłaś?-spytał uśmiechając się.Nagle Evanlyn się zarumieniła. Mack uśmiechnął się do siebie.Położył rękę na jej ramieniu i powiedział:
-Widzisz znam cię. Evanlyn zaczerwieniła się jeszcze bardziej,ponieważ Mack podobał jej się od dawna.Miał szatynowe włosy,jasne niebieskie oczy i piękny uśmiech.Najczęściej ubrany był w czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem,czarne dżinsy i takiego samego koloru trampki.Nagle podszedł do nich Kross i otrzepał się z ziemi,na którą upadł..Kross miał blond włosy zawsze w nieładzie oraz orzechowe oczy.Nike miała czarne włosy zawsze spięte w kicek,ponieważ gdy miała rozpuszczone zawsze wiatr zgarniał je jej na twarz.Oczy miała kocio zielone.Kross i Nike ubierali się podobnie również w dżinsy oraz duże bluzy,oczywiście Nike czasami inaczej,lecz wszystkie ubrania Krossa były prawie nie do odróżnienia.
Sorki że tak mało ale dopiero zaczynam ^^ Następna część jutro:)
-Dziewiąta!?-krzyknęła na cały dom.Szybko wstała z łóżka i wyjęła z szafy swoje ulubione szare dżinsy,niebieską koszulkę z krótkim rękawem oraz białą bluzę.Szybko pobiegła do swoje łazienki i zaczęła rozczesywać swoje długie,blond włosy.Później szybko zleciała na dół i skierowała się do kuchni.
-Cześć mamo!-krzyknęła.
-O widzę że już...
-Pa mamo!-krzyknęła wzięła rogala i pobiegła dalej.
-...wstałaś-dokończyła.Zza rogu wyłonił się jej ojciec wycierając szmatką ręce.
-Cześć córciu dokąd tak ci szybko?-spytał z troską w głosie.
-Biegnę do Nike,Krossa i Macka-odpowiedziała i pobiegła do wyjścia.Gdy była już przy drzwiach wpadła na swojego młodszego brata.
-Uważaj jak biegasz!-krzyknął uśmiechając się.
-Sory śpieszę się!-krzyknęła i zerwała się na równe nogi.Evanlyn i jej brat Will odróżniali się od innych rodzeństw mieście.Bardzo się lubili,a nie kłócili jak większość.Podała bratu rękę a on wstał.
-To lepiej idź bo się spóźnisz-powiedział.Ona tylko posłała mu ciepły uśmiech.Otworzyła drzwi i wyszła.Jej dom leżał w dużej odległości od miasta.Miasto było małe,spokojne i jeździło się tam przeważnie na koniach.Ona konia nie miała choć bardzo chciała.Biegła przez pagórkowatą polankę aż w oddali zobaczyła swoich przyjaciół.Pomachała do nich żeby ją zauważyli.Nike odmachała jej bo Mack oraz Kross byli zajęci graniem w piłkę nożną.Co nie wyglądało zbyt ciekawie,ponieważ tylko ją do siebie odbijali.Gdy Evanlyn dobiegła do niech przywitała się:
-Cześć
-Co tak długo?Myśleliśmy że nie przyjdziesz-spytała Nike.
-Przepraszam budzik nie zadzwonił-odpowiedziała.Nike spojrzała na przyjaciółke podejrzliwie.
-No co?-dopytatywała się Evanlyn.
-Oj dobra,dobra zapomniałam go nastawić,ale to tylko półgodziny-odpowiedziała dziewczyna.Nike posłała jej uśmiech.
-Tylko półgodziny he?Aż pół godziny musiałam patrzeć na interesujące zajęcie tych dwoje-wskazała ruchem ręki Mack'a i Krossa.Evanlyn zachichotała cicho.
-Masz jakiś problem?-spytał Kross uśmiechając się.Ale w tym momencie Mack kopnął piłkę mocniej i chłopak dostał w głowę.Krzyknął cicho,a dziewczyny wybuchły śmiechem.Najpierw Kross zrobił skruszoną minę,ale potem dołączyć do dziewczyn.W końcu podszedł do nich Mack.
-Znów nie ustawiłaś budzika?-spytał żartobliwie.Ona tylko przewróciła oczami,ponieważ często się jej to zdarzało.
-Oj tam przesadzasz-powiedziała Evanlyn.
-Tak?To dlaczego się spóźniłaś?-spytał uśmiechając się.Nagle Evanlyn się zarumieniła. Mack uśmiechnął się do siebie.Położył rękę na jej ramieniu i powiedział:
-Widzisz znam cię. Evanlyn zaczerwieniła się jeszcze bardziej,ponieważ Mack podobał jej się od dawna.Miał szatynowe włosy,jasne niebieskie oczy i piękny uśmiech.Najczęściej ubrany był w czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem,czarne dżinsy i takiego samego koloru trampki.Nagle podszedł do nich Kross i otrzepał się z ziemi,na którą upadł..Kross miał blond włosy zawsze w nieładzie oraz orzechowe oczy.Nike miała czarne włosy zawsze spięte w kicek,ponieważ gdy miała rozpuszczone zawsze wiatr zgarniał je jej na twarz.Oczy miała kocio zielone.Kross i Nike ubierali się podobnie również w dżinsy oraz duże bluzy,oczywiście Nike czasami inaczej,lecz wszystkie ubrania Krossa były prawie nie do odróżnienia.
Sorki że tak mało ale dopiero zaczynam ^^ Następna część jutro:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)