czwartek, 4 lipca 2013

"Kłopoty"-część 4

-Nie możemy tu zostać-powiedziała Evanlyn,gdy Mack podszedł do Krossa.
-Masz racje,gdy zobaczą co się tu stało to wątpię by uwierzyli nam że zaatakowała nas jakaś harpia.-mruknęła Nike.Cała czwórka szybko spakowała swoje rzeczy i wyszła z pokoju.Skierowali się do windy i zjechali na dół.Gdy byli już na dole skierowali się do wyjścia.Nagle Mack się zatrzymał i złapał za ramię Nike.
-Ej czy kiedy ty i Ev nas rejestrowałyście ta kobieta użyła komputera?-spytał wskazując na młodą kobietę przy recepcji.Miała ciemno brązowe włosy upięte w kok i miły uśmiech.
-Tak a dlaczego pyt...Komputer...-szepnęła.
-Hej poczekacie na nas na zewnątrz?-krzyknął Mack do Evanlyn i Krossa.Dwójka spojrzała po sobie i wyszła.
-Dobra ja ją zagadam a ty pozmieniaj coś w tym komputerze.-powiedział Mack i ruszył do recepcji.Nike zobaczyła że Mack zaczął się o coś wypytywać kobietę i pokazywać na coś palcem.Gdy skończył recepcjonistka zmarszczyła brwi i poszła z gdzieś Mack'iem.Nike szybko podbiegła do komputera i zaczęła szukać ich rejestracji.Znalazła ją po minucie i szybko usunęła.Nagle zza rogu wyszła kobieta z Mack'iem.Dziewczyna nie wiedząc co zrobić schowała się pod biurko i czekała.Aż w końcu usłyszała rozmowę.
-Ale proszę pani na prawdę tam było!-usłyszała głos Mack'a.
-Ale ja nic tam nie widziałam.-westchnęła.
-No..Mack dalej myśl...-szepnęła do siebie Nike.Nagle zawył alarm przeciwpożarowy.Ostrożnie wychyliła się zza lady i zobaczyła Mack'a przy ścianie.Szybko do niego podbiegła i razem poszli do wyjścia.
-Jak to zrobiłeś?-spytała.
-Guzik.-wyszczerzył się.Nike obróciła się i zobaczyła że na ścianie gdzie przed chwilą stał wisiał czerwony guzik.
-Co tak długo?-spytała Evanlyn podchodząc do nich.
-Później ci powiem a teraz wynośmy się stąd.-powiedziała i wszyscy poszli przed siebie.

poniedziałek, 13 maja 2013

"Kłopoty"-część 3


Po tej walce cała czwórka skierowała się do najbliższego hotelu.
-Mack?-spytała Evanlyn.
-Tak?
-Czy oddasz mi mój łuk?-westchnęła.-Bo już trzeci raz natkneliśmy się na potwora a ja znów byłam bezbronna.
-Oh,no jasne proszę-powiedział i podał jej łuk razem z kołczanem.Gdy wszyscy doszli do hotelu,Evanlyn i Nike poszły do recepcji żeby wynająć pokój.Dostały pokój na samej górze.Gdy wraz z chłopakami tam doszli okazało się że jest to apartament.Ściana z jednej strony była oszklona.W salonie była wielka kanapa i plazmowy telewizor.Po bokach były drewniane drzwi prowadzące do pokoi.Po lewej stronie była mała kuchnia Pierwszy wszedł Kross i się wyszczerzył.
-Łóżko wodne!-krzyknął i rzucił się na nie.Evanlyn weszła do jednego z pokoi i uśmiechnęła się.
-To nasz pokój-krzyknęła do Nike.Dziewczyny wzięły się za rozpakowywanie rzeczy.
-Nie zostaniemy tu długo.-zaczęła Nike.-Ale na trochę możemy.
-Tak,a właśnie chodźmy bo jak wiem jeśli chłopcy sami sobie nie opatrzą ran-uśmiechnęła się i weszła.Nike jeszcze chwilę patrzyła jak przyjaciółka znika za drzwiami.Uśmiechnęła się i położyła na łóżku.
-W końcu...Chwila odpoczynku-mruknęła do siebie.Nie długo trwała ta radość nagle usłyszała krzyk Krossa.Zerwała się z łóżka i wzięła swój sztylet do ręki.Wyskoczyła z pokoju i go uniosła.Ale ku jej zaskoczeniu nic się nie stało.
-Po co krzyczałeś?-zdziwiła się.
-To przeze mnie rozlałam na jego ranę całą wodę utlenioną-zaśmiała się Evanlyn.Kross siedział ze skwaszoną miną. Nike zaśmiała się krótko i podeszła do kuchni i otworzyła lodówke.Nagle usłyszała krzyk Evanlyn.
-Co jest teraz ty się oblałaś wodą utlenioną?-zaśmiała się.Gdy podniosła wzrok ujrzała wielkiego ptako...coś?
Evanlyn strzelała do niego z łuku a Kross walił mieczem.Nagle wzrok Harpii spoczął na Evanlyn.Podleciała do niej i złapała ją w swoje wielki szpony.Evanlyn wrzasnęła kiedy Harpia ją uniosła.Nike szybko uniosła swój sztylet i zaszarżowała.
-Ja się zajmę się Harpią-krzyknęła.-A ty Ev.
Kross skinął głową i pobiegł do Evanlyn.Stwór aż do teraz nie zwracał uwagi na Nike.Uniosła skrzydło i chciała uderzyć Nike,lecz ona była szybsza i zrobiła unik.Harpia skrzeknęła głośno z bólu.Dziewczyna spojrzała w stronę Evanlyn i Krossa.Kross właśnie swoim mieczem ciął szpony Harpi.Nagle zaschło jej w gardle.Oczy stwora zapłonęły.
-Harris!-wrzasnęła.
-No nie kolejny?-powiedział znudzony Kross.Nagle puściła Evanlyn i rzuciła się na Krossa.Chłopak próbował obronić się mieczem ale Harpia odrzuciła go na koniec pokoju jednym ruchem.Zamachnęła się i podrapała mu twarz pazurami.
-No ale złaź ze mnie!-wrzasnął Kross i jednym kopnięciem zwalił z siebie Harpie.
-Jeszcze się zobaczymy!-krzyknęła i wyleciała przez wielką dziurę w szybie.
-Nic ci nie jest?!-podbiegła do niego Nike.Chłopak uśmiechnął się blado i usiadł.
-Nie spoko.
Nagle drzwi pokoju chłopaków otworzyły i wyszedł Mack.Był ubrany w dżinsy i koszulkę z napisem:,,Jestem Królem!".Na ramieniu miał zawieszony ręcznik i wycierał nim sobie mokre włosy.
-Hm-zaczął.-Myślałem że Nike go pobije za parę dni.
Nike spiorunowała go wzrokiem a Kross tylko się zaśmiał.

poniedziałek, 6 maja 2013

Liebster Award


Zostałam nominowana do Liebster Awards. Nominował mnie blog potterowowedlugalyss.blogspot.com/. Dziękuję! :3



Zasady:

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Pytania,które dostałam:

1. Od jak dawna jesteś w świecie blogsfery?
Od pół roku,chyba :3
2. Ulubiona książka?
Seria Zwiadowcy,Percy Jackson oraz Olimpijscy Herosi :P
3. Wolisz czytać książki czy oglądać filmy?
Szczerze to i filmy i książki są dobre,lecz w książce jest dużo więcej opisane ;)
4. Co cię najbardziej denerwuje?
Em..Samoluby? ^.^
5. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Chciałabym albo pisać książki albo startować w zawodach w łucznictwie :)
6. Jakie są twoje zainteresowania?
Emm....łucznictwem oraz pisaniem :)
7. Czy możesz opisać siebie w kilku słowach?
Jestem optymistką oraz najczęściej mam dobry humor :3
8. Potrafisz wymienić swoje wady?
Jestem aż za bardzo wrażliwa :c
9. Ulubiony aktor?
Logan Lerman <3
10. Jakich gatunków muzyki słuchasz?
Rock'a,popu, oraz rapu :P
11. Co nakłoniło cię do założenia bloga?
To że uwielbiam pisać oraz moja przyjaciółka :P
Ja nominuję:
zycie-deveshy.blogspot.com/
hisana-oo.blogspot.com/
camp-half-blood-blog.blogspot.com/
story-from-mount-olympus.blogspot.com/
oboz-pol-krwi.blogspot.com/
luna-and-george-love-story.blogspot.com/
 pamietnikcorkipodziemia.blogspot.com/
neew-beginning.blogspot.com/
train-of-destiny.blogspot.com/

Moje pytania:
1.Od jak dawna piszesz blogi?
2.Ulubiona postać z książki?
3.Jakiej muzyki słuchasz?
4.Ulubiony Aktor?
5.Jakie są twoje zalety?
6.Co uwielbiasz robić?
7.Dlaczego założyłeś bloga?
8.Co robisz w wolnym czasie?
9.Masz zwierzaka?
10.Ulubiony film?
11.Ulubiona książka?

środa, 24 kwietnia 2013

"Kłopoty"-część 2


-Harris!Choć ze mną a może nie zabije twoich przyjaciół!-ryknęło to coś.Wyglądał jak wielki jaszczur. Miał zielone łuski i wielkie kły.Był wysoki na trzy metry.Przed nim stał Kross z uniesionym w górę mieczem.
-Kto to jest Harris?-szepnęła Evanlyn.
-To nazwisko Krossa-odpowiedziała również szeptem. Evanlyn poznała Krossa niedawno więc za dobrze się nie znali.
-Więc jak!?-krzyknął.
-Ale czego ty ode mnie chcesz?-zdziwił się Kross.
-Mam cię zabrać do mojej pani!-krzyknął-Żywego!Ale jeśli się będziesz opierał to nic nie obiecuję!
-Czekaj namyśle się-powiedział i oparł się o miecz.Łuski potwora przybrały odcień czerwonego,zaraz po tym jak zmienił kolor natarł na Krossa.On szybko uskoczył przed atakiem i rzucił się do walki.Nagle do biegu zerwał się Mack. Wyciągnął swój miecz i rzucił się na potwora.
-Kim ty jesteś!?-wrzasnęła Evanlyn.
-Nazywam się Ohimadeus!-ryknął i odepchnął atak Mack'a-I zaraz was pozabijam!
Kross zaczął biec w stronę Ohimadadeusa ale on tylko odepchnął go łapą i Kross walnął o drzewo.W tym samym momencie złapał Mack'a i podniósł go na wysokość swoich oczu.
-Czekaj!-wrzasnęła Nike-A może ostatnie życzenie albo jakaś prośba!?
Potwór wlepił w nią wzrok i odrzucił Mack'a. Ten potoczył się po trawie i wylądował obok fontanny.Nike dopiero teraz zauważyła że ludzie wciąż robią to co przed chwilą.Nie zwracali uwagi na potwora ani na to że czterech piętnastolatków z nim walczy.Nagle potwór podszedł do Nike i ją złapał.
-Co ty robisz!?-krzyczała-Opuść mnie!
-Najpierw powiedz o co chodzi z tym życzeniem-powiedział spokojnie i usiadł na trawie.
-Że...co?
-No tak opowiadaj-powiedział cierpliwie.Nike spojrzała na Evanlyn,która biegła w stronę chłopaków.Wzięła głęboki wdech i zaczęła.
-No więc we wszystkich filmach,bajkach jest ostatnie życzenie.Zanim zginą mogą coś poprosić  i to otrzymać jak...Budyń.
-Budyń?
-Tak,kto by nie chciał zjeść budyniu przed śmiercią?-uśmiechnęła się.
-Może-mruknął-A ty chcesz budyń?
-Ja?Nie.
-No to zginiesz pierwsza-odpowiedział i wstał-Tylko Harris ma być żywy.
-Czekaj!Mam!-krzyknęła szybko.
-O,no to co?
-Może...-myślała gorączkowo-Kto cię tu przysłał?
-Panienka Windy!-krzyknął radośnie.Nagle Nike pobladła.Od początku nienawidziła tej dziewczyny a teraz potwór przysłany przez nią ma ją zabić?!
-Ok,więc teraz możesz zginąć-powiedział i wyrzucił Nike do góry.Krzyknęła głośno.Evanlyn właśnie przestała zajmować się Krossem.
-Nike!!-wrzasnęła.Kross otworzył oczy i wlepił wzrok w spadającą dziewczynę.Szybko wstał i wrzasnął do Ohimadeusa:
-TY IDIOTO!!
Zaczął biec ile sił w nogach.Nike dostrzegła że jego niebieskie trampki zaczęły świecić.Nagle zmieniły kolor na złoty.Co było jeszcze dziwniejsze po bokach miał skrzydła.Zobaczyła że jest już coraz bliżej ziemi.A więc to tak umrę-pomyślała.Nagle Kross wzbił się w powietrze.Leciał ku niej,złapał ją na ręce i popędził na dół.Gdy już stała bezpiecznie na ziemi ryknął:
-Mack teraz!!
Kross pobiegł wprost na Ohimadeusa i zaczął krążyć wokół niego.Był bardzo szybki dziewczyny nie mogły go dostrzec widziały tylko jakąś złotą plame.Nagle Mack wstał i ryknął.W jego miecz walnął piorun i pobiegł w stronę potwora.Wbił mu miecz w żebra,Ohimadeus zatoczył się w tył i upadł.Kross ledwo uniknął przed zmiażdżeniem.Stanął obok Mack'a i wyjął swój miecz.Podszedł do niego i wbił mu miecz w serce.
-To jeszcze nie koniec!-wychrypiał Ohimadeus,rozsypał się w złoty pył i zniknął w ziemi.

niedziela, 21 kwietnia 2013

"Kłopoty"-część 1


Nike nadal była w szoku po tym co zobaczyła.No a wy nie zdziwilibyście się,gdyby staruszek zmienił się w mięśniaka?
-Więc-wyrwał ją Kross z zamyślenia-gdzie idziemy?
-Przed siebie mam dość tego labiryntu-odpowiedziała.Nagle na ramionach Mack'a Evanlyn nerwowo się poruszyła.
-O widzę że Evanlyn niedługo się obudzi-powiedział wesoło Kross.Nareszcie Nike ulżało. Przez cały czas gdy Evanlyn spała Nike bała się że jej przyjaciółka się już nie obudzi.
-Nike?-spytał Mack.
-Tak?
-Widzę światło-mówił patrząc przed siebie.Nike spojrzała w miejsce gdzie patrzył i faktycznie było tam światło.
-Więc choćmy tam-powiedziała i się uśmiechnęła.Kross i Mack poszli za nią.Szli w zupełnej ciszy dopóki nie doszli do dziwnego światła.
-Jak myślicie co tam jest?-spytał Mack.
-Módl się aby nie następny labirynt-odpowiedziała i bez wahania weszła w światło. Gdy otworzyła oczy ujrzała park.Słońce świeciło jej w oczy.Wszędzie byli ludzie.Po prawej stronie było pełno koszy piknikowych i dzieci bawiących się latawcem.Dalej po lewej było małe jezioro i i dużo zielonych wierzb.Przy każdej była jedna drewniana ławka.Siedziały tam pary i przytulały się do siebie.Po środku stała marmurowa fontanna zdobiona złotem.Obok kręcili się turyści.
-Gdzie my jesteśmy?-spytał Kross.
-W Rzymie-odpowiedziała Nike.
-Jak ty to...A tak...Atena i w ogóle-mówił Kross.
-Nie.Ten facio ma napisane na koszulce ROMA-odpowiedziała uśmiechnięta.
-Ah...
-Dobra,choćcie gdzieś usiąść-zaproponował Mack. Poszli pod małe drzewko i usiedli w cieniu.Nagle Evanlyn podniosła rękę u dotknęła miejsca gdzie dostała z pałki.Syknęła lekko i otworzyła oczy.
-Gdzie ja...-powiedziała powoli i dopiero zauważyła że leży na kolanach Mack'a.Szybko usiadła i oblała się rumieńcem.
-Czy ktoś mi powie co się stało!?-spytała.
-No więc był Minotaur,potem chatka i jakiś dziadek i jakiś potwór!-krzyknął Kross.Evanlyn spojrzała na niego z dziwną miną.
-Nike?
-Już myślałam że nie spytasz-uśmiechnęła się do przyjaciółki.Nike opowiedziała jej wszystko,lecz ominęła fragment z pocałunkiem Krossa.Nie chciała się tym dzielić.
-I przez cały czas mnie niosłeś?-skierowała pytanie do Mack'a.
-Tak-powiedział z przymkniętymi oczami.
-Trzeba będzie znaleźć jakieś schronienie na noc-powiedziała Nike.
-Choćmy do miasta na pewno będzie tam jakiś hotel-powiedziała Evanlyn.Nike,Mack i Evanlyn poszli przed siebie.
-Kross idziesz?-spytała Nike.
-Ej może by mi ktoś pomógł!?!-wszasnął.
-Wstać nie umie...-zaczęła Nike i nagle pobladła.Kross właśnie walczył z....Czymś.

niedziela, 14 kwietnia 2013

"Labirynt"-część 5

Wleciał do drewnianej chatki jak oszalały.Skierował się do pokoju Evanlyn bo wiedział że tam będzie.Był z nią dziadek Windy.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziała uśmiechnięta Nike.
-Oh,skarbie nie ma za co-powiedział i podał jej trochę jedzenia.
-Co się dzieje?-spytał wchodząc do pokoju.
-Musimy już iść nie możemy aż tak długo tu zostać-uśmiechnęła się do starszego człowieka.
-A co z Evanlyn?-spytał nie pewnie.
-Powinna się przewietrzyć pan...-spojrzała na dziadka.
-Oighrig-powiedział bezbłędnie.
-Tak pan Oighirig-przeliterowała-To jej zalecił.Mack powiedział że może ją nieść.
-A on gdzie?-spytał.
-Poszedł po szklanke wody...-zacięła się-by nalać lekarstwa Evanlyn.Kross pokiwał z namysłem głową.
-A...Nike słuchaj to nie było tak...-nagle wbiegł Mack.
-Mam!-krzyknął.Podał szklanke panu Oighirig a ten jak poprzednio włożył tam tableke,która od razu zaczęła musować.Oighirig podał szklanke spowrotem Mack'owi i zrobił to samo co rano.
-Dobra mamy wszystko?-spytała Mack'a.
-Tak.
-No to idziemy-powiedziała i poszła przed siebie ze swoim i Evanlyn plecakiem.Nagle dom zaczął się trząść.
-Co jest!?-krzyknął Kross.Staruszek westchnął ciężko i odłożył swoją laskę i odziwo wyprostował się.Podszedł do szafy i wyciągnął złoty miecz o czarnym rękojeściu.Teraz już nie wyglądał na ledwo trzymającego się na nogach staruszka tylko umięśnionego(dziwne)faceta z szarymi włosami.
-Zawsze ja to muszę robić-mruknął pod nosem i wyszedł za chaty.Cała trójka pobiegła za nim na dworzu stał jednooki olbrzym.Mack oparł Evanlyn o ściane i wyjął miecz.Identycznie postąpił Kross.Nagle dziadek skoczył wysoko i wylądował na jego głowie.
-Jak on...-powiedział powoli Kross.
-Co ty myślisz młody?!Że zamieszkanie w labiryncie pełnym potworów jest łatwe?!-krzyknął i  zamachnął się złotą klingą.Olbrzym próbował walnąć go ręką ale tylko walnął się w tył głowy.
-No na co czekacie?!Uciekać!-krzyknął uśmiechnięty.Mack schował miecz i spowrotem wziął na ręce Evanlyn.
-Choćcie!-krzyknęła Nike i pobiegła w prawo.Kross i Mack pobiegli za nią zostawiając za sobą  Pana Oighirig'a walczącego z olbrzymem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak to już koniec kolejnego rozdziału ze Świata Ev.A w następnym rozdziale będe pisała jako Nike!

piątek, 12 kwietnia 2013

"Labirynt"-część 4

Po tym jak już wyszli z areny Krossa cały czas dręczyło jedno pytanie.
-Gdzie my właściwie idziemy?-spytał Nike.
-Mam nadzieje że wyjdziemy niedłgo z tego labiryntu-westchnęła.
-A więc niewiesz gdzie idziemy?-mruknął pod nosem.Nike spiorunowała go wzrokiem.
-Nike wiesz może ile ona będzie jeszcze nie przytomna?-spytał Mack,wskazując na Evanlyn.
-Ciężko powiedzieć ale powinna niedługo się obudzić-odpowiedziała.Przez pół godziny szli w zupełnej ciszy aż dotarli do jakiejś starej chaty.
-Co robi tutaj dom?-zdziwił się Mack.
-Może Hydra robi impreze?-wyszczerzył się Kross.Powoli podeszli do drzwi chaty i cicho zapukali.
-Sądzisz że ktoś tam jest?-spytała Nike.Nagle przed nią w drzwiach stanął męszczyzna.Miał około siedemdzieciąt lat.Był niski i trochę przygarbiony.Włosy miał szare pod kolor równo przystrzyżonej bródki.Podpierał się na starej drewnianej lasce.
-Oh!Witam młodzieży!-krzyknął uradowany.
-Em...Dzień dobry?-odpowiedziała Nike.Starzec szybko zwrócił uwagę na Evanlyn.
-Oh młodzieńcze wejdź pokarze ci gdzie położyć tę niewiaste i ją zbadam!-powiedział.
-Niewiaste?-mruknął Kross.Mack wszedł do środka i poszedł za starcem.
-Myślisz że można mu ufać?-szepnął Kross.
-Może...Ale bądźmy ostrożni-szepnęła Nike i poszła za Mack'iem.Wszyscy doszli do małego pokoju z desek.Mack ostrożnie położył Evanlyn na miękkim łóżku i stanął nad nią jakby nagle miała się obudzić.Starszy człowiek pochylił się nad Evanlyn,odgarnął jej blond włosy i zbadał jej tył głowy.
-Gdy się obudzi będzie cierpieć-powiedział zamyślony-Młodzieńcze idź do kuchni,nalej do szklanki wody i ją tu przynieś-powiedział Krossowi podając mu szklanke.Kross popędził do kuchni.W kuchni nie było nic nadzwyczajnego były tam z trzy blaty,umywalka,lodówka i piekarnik.Kross odkręcił kran i nalał wody do szklanki.Poszedł szybkim krokiem do pokoju skąd przyszedł gdy nagle z nikąd otworzyły się inne drzwi i i wpadł prosto na nie.Woda wylała się na niego a on upadł.Potrząsnął głową i otworzył oczy.Stała nad nim piękna brunetka.Miała jasne niebieskie oczy i czerwone usta.
-Bardzo cię przepraszam!Nie wiedziałam że dziadek ma gości!-przepraszała.
-Spoko nic mi nie jest-odpowiedział wstając-Zaraz wracam!
Kross szybko pobiegł ze szklankął do kuchni,nalał tam wody i wrócił do niej.Razem poszli do pokoju gdzie leżała Evanlyn.
-Mam tę wodę!-powiedział Kross.
-Co ty tam tak długo...-nagle spojrzała na dziewczyne.
-Wiesz jak niosłem wodę to wpadłem na...-spojrzał na dziewczyne.
-Windy-uśmiechnęła się.
-No właśnie i musiałem iść jeszcze raz po wode-powiedział.Nike pokiwała głową nie odwracając wzroku od Windy.
-Podaj mi to chłopcze-powiedział staruszek.Kross podał mu wode a on wrzucił do niej jakąs tabletke,która szybko okryła się bąbelkami.Dopiero teraz zauważył że Mack siedzi obok Evanlyn i patrzy na każdy ruch dziadka Windy.
-Wlej jej to do ust-polecił Mack'owi.Chłopak szybko spojrzał na Nike,która kiwnęła głową.Mack położył głowe Evanlyn na kolanie i wlał wodę do jej ust.Ona to połknęła.
-Co to było?-spytał.
-Aaa...To nic po prostu będzie ją mniej boleć kiedy się obudzi-powiedział i się uśmiechnął.
-A właśnie zapomniałam się spytać jak się nazywacie-Windy skierowałą pytanie głównie do Mack'a i Krossa.
-Ja jestem Kross to jest Mack a to Nike-powiedział uśmiechnięty.
-Oh!Jakie masz piękne imię-krzyknęła Windy i oparła się o jego ramię.Nike zacisnęła pięść na swoim krześle.
-Emm...Dzięki?-powiedział Kross.
-Jutro o świcie wyruszamy dalej-powiedziała stanowczo Nike przyglądając się dziewczynie.
-Spoko-uśmiechnął się do niej.
-Choć pokaże ci coś!-krzyknęła Windy i wsunęła ręke pod jego ramię.Nike mocniej zacisnęła pięść i nie obecnym wzrokiem patrzyła w oczy dziewczyny.
-Em no dobra-powiedział i wyszli.Windy zaprowadziła do na tył domu i pokazała mu ogród.Było tam pełno róż,tulipanów i goździków.
-Hah Nike ma uczulenie na kwiaty-uśmiechnął się Kross.Windy przez chwilę przybrała wściekłął minę lecz później złagdoniała.
-Kross...-powiedziała nieśmiało.
-Hm?
-Słuchaj muszę ci coś powiedzieć-powiedziała.
-Wal śmiało-powiedział rozglądając się.
-No więc...-niedokończyła,rzuciła mu się na szyje i go pocałowała.Kross kątem oka dostrzegł stojącą na progu Nike.Widział jej załzawione oczy i drżący pod brudek.Później zniknęła mu z oczy pewnie pobiegła do Evanlyn.Kross odskoczył od Windy jak opażony.
-Sory...-powiedział i pobiegł za Nike.

czwartek, 11 kwietnia 2013

"Labirynt"-część 3

Właśnie ujrzeli pół byka pół człowieka.Miał na sobie długą białą togę oraz złoty kolczyk w nosie.
-Minotaur?-powtórzył Kross.
-Tak i mam dla was zadanie!-krzyknął.
-Tee...Zaraz,zaraz nie musimy nic dla ciebie robić-powiedział stanoczwo Kross.
-Jesteś pewny?-powiedział Minotaur z tajemniczym uśmieszkiem.Nagle uniósł swoją ludzką dłoń i zerwał(jak się wydawało Krossowi) firanę.Nagle zamarli.Patrzyli prosto na wiszących w łańcuchach,nieprzytomnych Evanlyn i Mack'a.Oczy Krossa zapłonęły nienawiścią.
-Co ty im zrobiłeś!?-ryknął.
-Ja?Nic.Ale ty możesz ich uwolnić-odpowiedział Minotaur.Kross ukradkiem spojrzał na Nike.Patrzała cały czas na ich dwoje przyjaciół.
-Powiec czego chcesz...-powiedział i spuścił głowę.
-Wiesz...Tu jest strasznie nudno.Masz powalczyć dla mojej rozrywki,ah i łap to-powiedział i rzucił mu jego miecz,który przechowywał Mack.
-Dobra.Powiec z kim mam walczyć-spytał.Minotaur rozejrzał się ciekawie po arenie.Wzrok utkwił w Nike.
-Z nią-powiedział i wskazał palcem na dziewczyne.
-Co!?Nigdy!-wrzasnął Kross.Nagle Mack się poruszył.Lekko otworzył oczy.
-C...Co się dzieje?-spytał.Spojrzał na Minotaura.
-A ty co za jeden?-zdziwił się.Stwór uśmiechnął się szyderczo.
-Albo z nią zawalczysz albo on zginie!-krzyknął potwór.
-Ale z kim?-spytał zdezorientowany Mack.Nagle spojżał na stojącego z mieczem Krossa a obok niego Nike.
-Stary...Lepiej o tym nie myśl-powiedział spokojnie.
-Nie mogę z nią walczyć wybierz mi innego przeciwnika!-krzyknął Kross.
-Albo ona albo on,wybieraj-powiedział i rozłożył ręce.Kross nerwowo spojżał na Nike i na Mack'a.Nagle jego wzrok przykuła Nike.Mrugnęła do niego i odeszła pare kroków.
-No dalej tchórzu!-krzyknęła do niego.
-Co?
-No co boisz się mnie!-krzyczała nadal.
-Nike co ty...-i zrozumiał-No jak chcesz,ale nie mów że nie dałem ci wyboru!
-O świetnie!-krzyknął Minotaur i rzucił Nike jej sztylet.
-Kross!-krzyknął Mack.Kross pobiegł w stronę Nike w uniesionym mieczem.Dziewczyna szybko uniosła sztylet i odparła atak.Cios padał za ciosem za każdym razem Nike stawała się wolniejsza.
-Teraz-mruknęła.Kross kiwnął głową i uderzył mieczem w jej ramie.Nike mruknęła coś i padła na ziemie.
-Nike!-ryknął Mack.
-Brawo synu Hermesa!-krzyknął uradowany Minotaur.Synu?-pomyślał Kross.
-A teraz choć i uwolnij swojego przyjaciela.
-Z wielką chęcią,ale najpierw-powiedział i dobył miecza-Teraz!

Kross popędził przed siebie jak błyskawica.
-Co tu się...?-mruknął Minotaur.Nagle Nike wstała ze sztyletem w ręce i rzuciła nim w Stwora.Za nim upadł,Kross stał już nad nim dysząc cicho.
-Ty...oszuałeś mnie...-wychrypiał.
-Może...-powiedział Kross z szyderczym uśmieszkiem.Schylił się i wziął klucz,który Minotaur upuścił przy upadku.Podszedł do Macka i zaczął odkluczać jego ręce i nogi.Nagle stwór sięgnął do pochwy i chwycił miecz.Zamachnął się i rzucił go w stronę Krossa.On akurat się odwrócił.Nagle przed oczami przebiegła mu jakaś brązowa plama.Miecz wbił się z hukiem w tarczę,którą trzymała Nike.
-Nie ruszaj mojego...-zacięła się-kolegi.

Kross nadal stał jak wryty patrząc na ginącego Minotaura.Nike odwróciła się do niego i powiedziała:
-A ty lepiej uważaj.
Kross ujżał w jej oczach determinacje oraz...troskę.
-Em..Taa..Dzięki-powiedział.Nike zaśmiała się,wzięła klucz,podeszła do łańcuchów Evanlyn i zaczęła odkluczać jej łańcuchy.Mack stał i patrzył na całą akcje cały czas trzymając się za głowe.
-Jak oni was tu zaciągneli?-spytał Kross.
-Wzięli mnie od tyłu i dostałem z pałki a Ev chyba podobnie-wytłumaczył.
-A propo Ev,ona chyba dostała mocniej i będzie jeszcze nieprzytomna-powiedziała Nike trzymając przyjaciółkę za ramię.
-Spoko-powiedział Mack i wziął ją na ręce-To gdzie teraz?

środa, 10 kwietnia 2013

"Labirynt"-część 2 + dedyk znów...

To już kolejna dedykacja znów dla mojej przyjaciółki Nike oraz Kiry.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kross szedł z wysoko uniesionym mieczem.
-Myślisz że Mack i Ev mieli tyle szczęścia?-spytał.
-Mam nadzieje ale nie ma co się martwić przecież Ev ma łuk a Mack ma miecz-powiedziała uśmiechnięta.Nagle Kross stanął jak wryty i walnął się dłonią w głowę.
-Hm?
-Wiesz...Zapomnieliśmy wziąć od Mack'a mieczy i ten twój sztylecik-powiedział Kross.Nike spojżała na niego z wielkimi oczami.
-Rany...
-No cóż ten musi mi wystarczyć-powiedział i podrzucił miecz.Nagle jakiś ptaszek zaćwierkał a Kross kurczowo złapał się miecza.Nike zaśmiała się głośno.
-No dobra choć dalej bo nie chcę tu spędzić wieczności-odpowiedział i poszedł dalej.Znów szli w zupełnej ciszy.Kwiatów w żywopłocie było więcej.
-Wiesz chyba idziemy w dobrym kierunku-powiedziała Nike.Kross pokiwał głową.Nagle weszli w mrok.
-Kross??-powiedziała nie pewnie Nike.
-Tu-powiedział i złapał ją za ręke.Przeszli pare kroków i się zatrzymali.Nagle rozbłysło światło.Ujżeli wielkie Koloseum
-Wow...-powiedziała cicho Nike.Stali na piasku a przed nimi wysoko wielki tron w pomieszczeniu,które z przodu mnie miało ściany.
-Witajcie!Jestem Minotaur!-krzyknęła postać wyłaniając się z cienia.

"Labirynt"-część 1

Kross szedł spokojnie rozglądając się na wszystkie strony.Nike co chwilę łapała się za nos i zamykała oczy.
-Śmierdze?-zaśmiał się i powąchał swój rękaw.
-Nie po prostu mam lekkie uczulenie na kwiaty a ich jest tu tak dużo więc się nasila i...-powiedziała i znów złapała się za nos.
-Hm,ciekawe-powiedział i włożył ręce do kieszeni.Znów spojrzał na Nike studjującą mapę.Co chwilę mówiła coś cicho i wskazywała na jakiś punkt na mapie.Labirynt dla Krossa nie był za ciekawy ciąle tylko jakieś kwiatki i w ogóle.Wyjął z kieszeni jakąś sprężynke i zaczął się nią bawić.
-Ale nuda...-powiedział wkońcu.Nike westchnęła ciężko.Nagle coś poruszyło się w żywopłocie przed nimi.
-O chyba zaraz spotkamy się z Mack'iem i Evanlyn-powiedział Kross.Mylił się.Zza krzaków wyskoczył wielki potwór.Miał trzy merty wysokości,łuski z różnymi barwami niebieskiego.Oczy miał czerwone i wielkie,ślina kapała mu z wielkiej paszczy.Nike zdusiła krzyk.
-Ale przystojniaczek-powiedział równie dziwnie Kross.Nagle potwór poruszył się niespokojnie i spostrzegł Nike i Krossa.Nike nadal patrzyła na niego z dziwnym spokojem.Potwór ruszył na nich.
-Dobra dość gapienia!-krzyknął Kross.Złapał Nike za ręke i pociągnął do zakrętu w żywopłocie.Kross szukał w labiryncie czegoś ostrego czym mógłby powstrzymać potwora...I oto jest!Niedaleko niego leżał stary miecz.Nagle za nimi pojawił się potwór.Kross szybko pobiegł w stronę miecza.Podniósł go stanął przed potworem i wycelował w niego miecz.
-Dobra teraz przyda mi się twój mózg!-krzyknął nie spuszczając oczu z potwora.
-Dobra daj mi chwilę!-krzyknęła.
-Nie mam chwili!
-Okej!Mam pomysł odetnij mu ogon!
-Słucham!?-krzyknął.
-No dalej!!
Kross pobiegł w stronę potwora robiąc zręczne uniki przed jego atakami.Gdy potwór zamachnął się ogonem Kross na niego wskoczył i go odetnął.Potwór ryknął żałośnie i upadł po paru sekunach już go nie było.Kross podszedł do bliżej do Nike.
-Co to było?-spytał.
-Nie wiem.
-To dlaczego kazałaś mi odciąć mu ogon?-spytał z dziwną miną.
-A nie wiem tak jakoś-powiedział i poszła przed siebie.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Burza"-część 9

Wszyscy patrzyli przed siebie na ogromny labirynt.
-Jesteśmy...Chyba w Rzymie-powiedziała zamyślona Nike.
-A skąd ten wniosek?-spytał Kross.
-Stąd że w Rzymie często stawiali kolumny a teraz spójż za siebie i powiec co widzisz-powiedziała spokojnie Nike.
-Dziura
-Wyżej-mówiła nadal spokojnie.
-Białe drewno.
-Bardziej w prawo-mówiła badając swoją mape.
-Kolumna.
-Brawo a teraz choćmy.
-Gdzie ty chcesz iść!?-zdziwiła się Evanlyn.
-Spokojnie Ev-powiedziała-Przejdziemy przez ten labirynt.
-A jeśli się zgubimy?
-Podzielimy się na grupy.Ja pójde z Krossem a ty z Mack'iem-powiedziała.Dopiero teraz Mack i Evanlyn spostrzegli że nadal trzymają się za ręce.Evanlyn szybko wzięła ją za siebie i oblała się rumieńcem.Mack odchrząknął nerwowo i zmienił temat.
-No dobra jak już ktoś znajdzie wyjście to jak zawoła drugą grupę?
-Możesz albo wszasnąć albo zadzwonić-powiedziała Nike i się uśmiechnęła.
-No dobra to idziemy!-krzyknął Kross,złapał Nike za ręke i pociągnął do labiryntu.Po chwili znikneli w ciemnościach.Evanlyn wyjęła z plecaka latarke i poszła na przód.Za nią ruszył Mack.Szli w zupełnej ciszy tylko niekiedy słyszeli głosy Nike i Krossa, lub Nike walącej Krossa w głowe.Ona uwielbiała to robić.Cały labirynt był z przeróżnych roślin.Gdy szli przez różne zakręty za każdym razem na trzymetrowym żywopłocie były innego koloru kwiaty.Evanlyn kusiło by jednego zerwać,lecz gdy próbowała kwiat zapłonął ogniem,więc już  go nie chciała.
-Mack jak myślisz ile ten labirynt ma metrów?-spytała.Mack jej nie odpowiedział.
-Halo..Mack?...Mac...-urwała.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To już koniec tego rozdziału w następnym będe pisała jako Kross.Do zobaczenia!

sobota, 30 marca 2013

"Burza"-część 8

-Eh więc znów mam was przeprowadzać tak?-westchnął Mack.
-Tak-odpowiedzieli chórem.
-Chyba będe brał opłaty...-powiedział i się roześmiał Mack.Gdy Mack już przeprowadził wszystkich do domu Nike,wszyscy szybko wbiegli żeby schronić się przed deszczem.Wszyscy ujżeli wielki dom,ustrojony różnymi pamiątkami z podróży.Przez to że matka Nike była modelką zawsze gdzieś wyjeżdżała,ale oczywiście wracała.Ostatnio była w Indiach i kupiła pełno map różnych krajów.
-Mamo!Jestem!-krzyknęła Nike.Zza rogu drzwi wyłoniła się piękna kobieta.Miała pasemkowate,brązowe włosy upięte w kicek,zielone kocie oczy i lekko opalonął cere.Mack i Kross gapili się w nią z otwartymi buziami.Gdy Evanlyn to zobaczyła szturchnęła ich mocno w żebra.Obaj jękneli z bólu.
-Oh,dobrze tak myślałam że będziesz u swoich przyjaciół,mam nadzieje że niechodziłaś tak ubrana w burzę?Mogłabyś się pochorować-spytała troskliwie.
-Nie nie chodziłam.Mamo gdzie są te mapy z Indii?-spytała Nike.
-A po co ci one?-spytała i zdjęła z stojącego niedaleko drzwi kredensu papiery i podała je córce.
-Aa..tak chcę pokazać je kolegom-odpowiedziała.W tym momencie Evanlyn szturchnęła ją w bok.
-I Evanlyn!-dodała szybko.
-Ah,dobrze idźcie na góre bo zaraz przyjedzie Ras-odpowiedziała.
-Ras?-szepnęła do niej Evanlyn.
-Agent mamy-odpowiedziała i ruszyła w stronę schodów.Gdy byli już u góry skierowali się do pokoju Nike.Dziewczyna otworzyła drzwi i szybko weszła do pokoju.Położyła mapy na małym stole i rozłożyła je.
-A tak właściwie to gdzie mi idziemy?-spytał Kross oglądając pokój.
-Stawiam na Grecję lub Rzym-odpowiedziała Nike.
-Czemu akurat tam?-spytała zaciekawiona Evanlyn.
-Bo stamtąd są bogowie-odpowiedziała-No na przykład:Zeus jest w Grecji a Jupiter w Rzymie,rozumiesz?
-Więc każdy grecki bóg ma swojego rzymskiego odpowiednika,tak?-potwierdziła Evanlyn.
-Dokładnie.
-Ale nie wiemy dokąd zaprowadzi nas ten tunel-ciągnął Mack.
-Eh...A więc jednak będziemy musieli przez niego iść?-spytała Evanlyn.Nike zignorowała jej pytanie.
-Dlatego biorę wszystkie mapy-odpowiedziała Mack'owi.
-Skąd będziesz wiedziała gdzie jesteś?-spytał Kross,nadal zwiedzając pokój Nike.
-Stąd że znam trochę języki obce-odpowiedziała z satysfakcją.
-Eh a więc teraz z powrotem do Krossa!?-spytał Mack.Było widać że nie spodobał mu się ten pomysł.
-Przykro mi,ale tak-odpowiedziała uśmiechnięta Nike.Mack coś zamruczał po cichu.Gdy Mack już ich przeniósł znów zeszli do piwnicy.Nagle Evanlyn się zatrzymała.
-Co jest?-spytała Nike.
-Jaa...ja..Ja się boję pająków-wyjąkała.Wszyscy spojrzeli po sobie.
-Spoko będę szedł koło ciebie,żaden pająk cię nie skrzywdzi-powiedział Mack i się uśmiechnął.Gdy doszli do kolumny do tunelu pierwsz weszła Nike.Zaraz po niej Kross a potem Mack.Czas przyszedł na Evanlyn.Cała się trzęsła.
-Spokojnie,choć-powiedział Mack i podał jej ręke.Evanlyn ją złapała i powoli weszła.Wszyscy wyjęli latarki i poszli przed siebie.Szli tak przez dwie godziny a Evanlyn nadal nie puszczała ręki Mack'a.Szli w zupełnej ciszy aż przerwała ją Nike.
-Widzę światło!-krzyknęła i pobiegła w tamtą stronę.Wszyscy pobiegli za nią.Gdy dobiegli byli oszołomnieni,przed nimi stał wielki labirynt.
-Gdzie my...jesteśmy?-spytała Evanlyn.

czwartek, 28 marca 2013

"Burza"-część 7


-Tak najlepiej! Od razu zniszczcie mi cały dom!-krzyknął Kross.
-Nie martw się odbudujesz to sobie-powiedziała Nike i się do niego uśmiechnęła.On tylko westchnął głośno. Evanlyn wychyliła się do dziury.Było tam pełno pajęczyn,pająków,robali i szczurów. Evanlyn przeszedł dreszcz.
-Jak tam nie wejdę-powiedziała stanowczo.
-Na razie oczywiście że nie,musimy się przygotwać-odpowiedziała Nike.Ulżyło jej,nie miała zamiaru zwiedzać tunelu wraz z pajączkami.
-Najpierw musimy...-zaczęła Nike.
-Skołować żarcie!-krzyknął Kross.
-Tak właściwie...-znów spróbowała.
-Musimy mieć śpiwory!-krzyknął Mack.
-To też ale...
-No i latarki!-krzyknęła Evanlyn.I cała trójka pobiegła do góry.
-Chodziło mi o mapę...-dokończyła Nike i pobiegła za przyjaciółmi.Gdy już dobiegli do góry na holu nadal stał Sebastian i odkurzał różne szafki i komody.Po cichu wszyscy skierowali się do kuchni.Gdy dotarli Kross zapytał:
-Ok!Kto umie gotować!?
Wszyscy spojrzeli na Evanlyn.
-Dlaczego ja ja nie umiem!?-wykrzyknęła.Wszyscy znów zmierzyli ją wzrokiem.
-Oj już dobra,dobra-powiedziała niechętnie.Wszyscy nie raz już byli u Evanlyn i to ona zawsze robiła najlepsze posiłki. Evanlyn niechętnie podeszła do lodówki i ją otworzyła.Zrobiła wielki oczy na widok tylu rzeczy.Było tam pełno mięsa,owoców,warzyw i najróżniejszych rzeczy.
-Dobra macie może jakieś zamówienia?-spytała.
-Wiesz najlepiej by było gdybyśmy wzięli trochę suszonego mięsa,warzyw i owoców-powiedział Mack.
-Chyba masz rację-powiedziała i wyjęła wszystkie rzeczy.Spakowała je do woreczka i wyjęła z górnej szafki trochę rozmaitych przypraw.
-A to co?-spytał zdziwiony Mack.
-Jak znam życie,to Nike i Kross będą wybrzydzać-powiedziała i skinęła głową w stronę dwóch pochłoniętych rozmową przyjaciół. Mack posłał jej uśmiech.
-Dobra ale może jeszcze gdzie ja mam to schować?-spytała Evanlyn.
-Mam jakieś plecaki w swoim pokoju-powiedział Kross.Wszyscy za Krossem poszli po schodach na górę.Gdy byli na górze zobaczyli wielkie pomieszczenie,pełne rozmaitych obrazów.Kross wszedł do jednego pomieszczenia a reszta za nim.Znaleźli się w wielkim pokoju.
-Ten pokój jest cztery razy większy niż mój-wykrzyknęła Evanlyn.Miała racje pokój Krossa był ogromny.Kross podszedł do małej szafy i ja otworzył.Miał tam multum plecaków.
-Łapcie-powiedział i rzucił trzy czarno niebieski plecaki. Evanlyn schowała jedzenie oraz przyprawy do plecaka a potem go założyła.
-Dobra teraz śpiwory-powiedział Mack.
-Mam parę i ten twój co zapomniałeś po ostatniej nocce-powiedział Kross.Poszedł do kolejnej szafy i wyciągnął cztery śpiwory.Każdy wziął swój i przymocował do plecaka.
-Teraz latarki-powiedziała Evanlyn.
-Eh...Co wy byście beze mnie zrobili?-spytał Kross i się wyszczerzył. Podszedł do kredensu stojącego obok łóżka i wyciągnął pięć latarek.
-Pięć?-zdziwiła się Evanlyn.
-Jakby jedna się zepsuła-odpowiedział Kross.
-I do mnie po mapy-wtrąciła się Nike.

środa, 27 marca 2013

"Burza"-część 6


Nike powoli weszła do komnaty.Wzięła do ręki krótki mieczyk.
-Aaał!-krzyknęła i miecz spadł z jej ręki.
-Co się stało!?-krzyknął Kross.
-Ten miecz!On parzy!-krzyknęła.
-Parzy?-spytał z niedowierzaniem.Podszedł do Nike wziął do ręki miecz,który upuściła Nike.
-Ja tam nic nie czuje-powiedział obracając miecz w dłoni.
-Przed chwilą się nim poparzyłam!-krzyknęła.I wzięła do ręki następny.
-I co parzy?-spytał troskliwie.
-Nie...?-powiedziała zdziwiona.
-Daj na chwilę-powiedział do Nike.Dziewczyna dała mu miecz.
-Aaauuł!-krzyknął-Faktycznie parzy-powiedział rozcierając rękę.
-Hmm...Może te miecze i łuk są przeznaczone dla odpowiednich osób?-powiedziała z namysłem do Evanlyn.
-Może,ale skąd ty to wiesz?-spytała zdziwiona i pomogła wstać Mack'owi.
-No...Nie wiem jakoś tak samo mi przyszło do głowy-powiedziała-No więc miecz ze skrzydłem dla Krossa z tym okiem dla mnie a z błyskawicą,jak się domyślam,dla Mack'a-powiedziała.
-Więc ten łuk jest dla mnie tak?-spytała Evanlyn.Nike pokiwała głową .Evanlyn wzięła do ręki łuk i zawiesiła kołczan na ramieniu.
-Ty w ogóle wiedziałeś że masz coś takiego w piwnicy?-spytał Mack biorąc miecz do ręki.
-Stary,jak bym wiedział to chyba bym ci powiedział,co nie?-odparł Kross.
-No w sumię tak-powiedział z namysłem.Kross i Mack znali się od urodzenia,i do dosłownie.Ich matki poznały się w wieku sześciu lat i od tąd są nie rozłączne tak jak Mack i Kross.Nike nadal podziwiała oko Horusa wygrawerowanym na mieczu.Kross wyszedł z komnaty i zaczął czegoś szukać.W końcu przystanął i otworzył szarą skrzynie.Wyjął z tam tąd trzy paski z pochwą.
-Macie,załóżcie-powiedział i rzucił paski Nike i Mack'owi.
-A po co to?-spytała zdziwiona Nike.
-Na miecz,serio chcesz chodzić z tym przez cały czas w ręku?-spytał i się do niej uśmiechnął.Nike schowała swój mieczyk do pochwy.Pasował idealnie.Tak samo zrobił Mack.
-No więc...Co teraz?-spytała Evanlyn.Nike podeszła do komnaty i zaczęła bardzo dokładnie badać ściany.Przystanęła koło trochę wysuniętej cegły.
-Mam-powiedziała dumnie.
-Ale co?-zwróciła się do niej Nike.
-Zobacz sama-powiedziała Nike i pchnęła cegłę. Cała ściana zatrzęsła się i i część spadła.
-Zapraszam!-krzyknęła uradowana Nike.

poniedziałek, 25 marca 2013

"Burza"-część 5 + dedyk

                                                        Dedykacja
Tak to jest już piąta część "Świata Ev" chciałabym podziękować Marceli za to że mnie wspiera i
jednocześnie ją ochrzanić za to że nie daje mi spokoju!Ale i tak dziękuje ci!


Gdy wszyscy weszli ujrzeli wielki hol.Kross był bardzo bogaty dlatego jego matka bardzo lubiła kupować nowe rzeczy do domu.Po środku holu rozciągały się schody na górę.Po prawej stronie było wejście do salonu,a po lewej do kuchni.Nagle podszedł do nich jakiś facet.Miał siwe włosy i pełno zmarszczek.Ubrany był w garnitur oraz czarne błyszczące buty.
-Witaj paniczu-powiedział dostojnie facet.
-Cześć Sebastian!-krzyknął Kross.Nike podeszła do niego bliżej i szepnęła:
-Paniczu?
-Eh wiem prosiłem go aby mówił do mnie po prostu Kross,ale on nie chcę-powiedział Kross.Nike,Mack i Evanlyn jeszcze nigdy nie byli w domu Krossa i nie wiedzieli że jest bogaty więc byli trochę zmieszani.Wszyscy byli przemoczeni od deszczu.Lokaj podszedł do pozostałej czwórki i powiedział:
-Czy mogę prosić o płaszcze?-spytał znów dostojnie.Przyjaciele spojrzeli na siebie mieli na sobie tylko bluzy.Jako pierwszy bluzę zdjąć Mack i podał ją Sebastianowi.Reszta zrobiła tak samo.Nagle do Krossa podbiegła jakaś kobieta.Najwyraźniej jego matka-pomyślała Evanlyn.
Miała długie blond włosy opadające na ramiona i orzechowe oczy.Ubrana była w żółtą sukienkę.
-Kross!-zawołała-Martwiłam się o ciebie!
-Ale nic mi nie jest-powiedział a potem zwrócił się do przyjaciół-Za mną.Wszyscy poszli za nim zostawiając w tyle matkę Krossa i Sebastiana.Za schodami były skryte drzwi.Kross otworzył je i wszedł za nim pozostała trójka.Znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu zbudowanym cały z szarych cegieł.Na półkach i stołach leżało pełno żelaza lub już wyrobionych mieczy.
-Szczerze mówiąc myślałam o czymś lepszym niż zwykły miecz-powiedziała Nike podnosząc jeden.
-O jak to sobie wyobrażałaś?-spytała uśmiechnięta Evanlyn.
-No...Sama nie wiem po prostu jakoś tak....bardziej...legendarnie-odpowiedziała w końcu. Mack oparł się o ściane. Nagle za jego plecami coś się otworzyło. Mack padł na ziemie jak długi.Reszta zachichotała.Nike podeszła do miejsca gdzie ściana się przesunęła.Na poduszce leżały cztery bronie.Jednym z nich był miecz."Świecił"się na niebiesko jak reszta broni.Miał na rękojeściu wygrawerowaną błyskawice.Druga broń,również miecz wyglądał identycznie jak tamta lecz,różnił się tym że na rękojeściu miał wygrawerowane skrzydło.Następna broń była trochę krótsza od miecza ale też dłuższa od sztyletu.Na rękojeściu widniał znak Oka Horusa.Ostatnią bronią był łuk,był cały niesbieski. Obok niego leżał kołczan ze strzałami. Kołczam zrobiony był ze skóry.Na nim wyszyty był znak strzał.Ale orginalne...-pomyślała Evanlyn.
-I o coś takiego mi chodziło!-wykrzyknęła Nike.

niedziela, 24 marca 2013

"Burza"-część 4


Gdy Evanlyn się odrząsnęła powiedziała
-Tak wszystko jest normalne w Mack'a wali piorun a Kross sobie lata...
-Więc została jeszcze Atena i Artemida.Atena była boginią mądrości,a Artemida łowiectw,zwierzątek i takich tam-odparła Nike.
-Więc co mamy zrobić?-spytała zamyślona Evanlyn.Mack wstał podszedł do okna i go otworzył.Nagle z dworu wleciało mnóstwo ptaków i usiadło albo obok albo na Evanlyn.
-To już wszystko wiadomo,jestem genialny-powiedział Mack i się wyszczerzył.
-Tak tylko odpowiedzcie mi na jedno pytanie-powiedziała grzecznie Evanlyn. Wszyscy spojrzeli się na nią.
-Jak ja mam odgonić te ptaki!?-krzyknęła Evanlyn.Gdy już uporali się z ptakami Nike zadała kolejne pytanie:
-Dobra a teraz wracając do tematu mieliśmy sobie znaleźć broń prawda?Tym razem Kross się wyszczerzył.Jego ojciec wyrabiał różne zbroje,miecze,sztylety i łuki.
-Możemy iść do mnie-powiedział z zachwytem.
-Jasne tylko jak przejść do twojego domu przez tę burzę?-spytała Nike.
-Mack?Możesz to jakoś uspokoić?-spytała z nadzieją Evanlyn.
-Jeszcze nie umiem nic robić,ale jeśli skupie na sobie jej całą uwagę to może...-powiedział z namysłem.
-No i to jest pomysł!-wrzasnął nagle Kross.
-Tylko jak mam to zrobić-powiedział Mack.
-Może gdybyś z każdym z nas osobno przeszedł do domu Krossa to by się udało?-spytała Evanlyn.
-Spróbujemy-powiedziała Nike.
-Ale jeśli się usmażycie nie biorę tego na siebie-powiedział uśmiechnięty.
-Ty wiesz jak pocieszyć człowieka-powiedział sarkastycznie Kross.Gdy wychodzili z domu Mack'a na pierwszy ogień poszedł Kross. Mack szedł obok niego jak najbliżej.I tak jak mówił Mack wszystkie pioruny skierowały się w niego.Niedługo potem dziewczyny ujrzały idącego w ich stronę Mack'a.Kolej przyszła na Nike.Gdy Mack i Nike szli tak blisko obok siebie Evanlyn poczuła ukłucie zazdrości.Ale szybko przegoniła tę myśl bo przecież chodziło o bezpieczeństwo.Po paru minutach w oddali ujrzała idącego Mack'a. Gdy dotarł do niej powiedział:
-Gotowa?
-Tak-powiedziała nieśmiało.Cała się trzęsła ze starchu.W połowie drogi Mack położył jej ręke na ramieniui powiedział:
-Wole być pewny że nic ci nie będzie-powiedział nie odwracając wzroku. Evanlyn oblała się rumieńcem.Gdy dotarli do domu Krossa Evanlyn odetchnęła z ulgą.
-Dobra!Zapraszam was do mojego królestwa!-krzyknął Kross i otworzył drzwi.

sobota, 23 marca 2013

"Burza"-część 3


Wszyscy spojrzeli na siebie.
-Ciekawe kim są ci bohaterowie-palnął Kross.
-To chyba my-powiedziała Nike to co wszyscy myśleli.
-No ale o co chodzi z tym "Pokona zło.Zwycięży bitwę"-spytała Evnlyn.
-I niby czemu mamy pokonywać Kronosa?-dodał Mack.
-Może coś knuje?-spytał Kross.
-Może...Ale w jaki sposób mamy to zrobić?-dodał Mack. Nike spojrzała na nich,westchnęła głośno i przewróciła kartkę na drugą stronę.Wszyscy się do niej wyszczerzyli.
-Dobra...Co tu mamy...-zaczęła Nike-Gdy ziemia się otworzy,zło wyjdzie na świat.Lecz zanim stawicie im czoło przygotować się musicie...-w tym momencie Nike spojrzała badawczo na wszystkich.
-No co się patrzycie?To koniec-powiedziała i pomachała ręką przed oczami przyjaciół. Evanlyn gwałtownie zamrugała.
-No więc ma ktoś jakiś pomysł jak mamy się przygotować?-spytała.
-Wy w to wierzycie!?-krzyknął Kross-To jakieś zwykłe bajeczki-powiedział i wyszedł.Po paru sekundach usłyszeli potężny grzmot.Nagle wrócił Kross z przypalonym butem.
-Wieże w to-powiedział krótko i usiadł na łóżku Mack'a.
-Dobraa...To może powinniśmy skołować broń?-spytał Kross leżąc na łóżku.
-Wow pierwszy raz powiedziałeś coś mądrego-powiedziała sarkastycznie Nike.
-Wiesz co Nike? Masz imię po bogini zwycięst,a twoją patronką jest ktoś inny...-pomyślała Evanlyn.
-Mam szczerą nadzieje że Atena-powiedziała Nike.
-Czemu?
-No nie wiem...Tak po prostu lubię ją-powiedziała i się uśmiechnęła. Mack pochylił się i przewrócił kartkę z powrotem.
-Może gdzieś tu jest napisane kto jest kogo patronem?-powiedział z namysłem Mack. Zaczął bardzo dokładnie oglądać kartki.W końcu zamknął książkę i powiedział:
-Nic nie ma.
-Może ujwani się to w walce albo coś?-zaproponowała Evanlyn.
-W jakiej walce?-spytał Kross i gwałtownie podniósł się z łóżka.
-No nie wiem,tak jakoś przyszło mi do głowy-odpowiedziała.
-A w ogóle to jeszcze pisze w tej książce że jakąś bitwę wygramy-wtrąciła Nike.
-W takiej pogodzie na pewno nie-powiedział Mack i wyjrzał przez okno. Nagle Evanlyn olśniło.
-Hej!Przecież w tej przepowiedni czy co to tam jest pisze że kogoś patronem jest Zeus nie?-spytała Evanlyn. Wszyscy pokiwali głowami.
-A przecież Zeus był bogiem piorunów czy tam błyskawic tak?-upewniła się Evanlyn. W oczach Nike ujrzała błysk zrozumienia.
-Więc ktoś z nas mógłby uspokoić tę burzę!Genialne!-dokończyła Nike.
-Tylko kogo z nas jest patronem-spytał Mack.
-Mam pomysł!-krzyknął Kross.Nagle zerwał się z łóżka i stanął w pozycji jakby z czegoś chciał wystrzelić do góry.
-Nie to nie ja-powiedział i znów opadł na łóżko.
-Dobrze kto następny?-spytał Mack.
-Eh chyba ja...-powiedziała z ociąganiem Nike.Ustawiła się w tej samej pozycji jakiej przed chwilą Kross.Nic.
-Ta to też nie ja-powiedziała po chwili Nike.Zaraz po niej zrobiła identycznie to samo Evanlyn i tak samo nic się nie stało.Teraz z podłogi wstał Mack. Przybrał tę samą pozycje i BAM!Strzelił w niego piorun.Dziewczyny krzyknęły cicho,a Kross przyglądał się tylko temu.
-Nic ci nie jest!-krzyknęła zatroskana Evanlyn.
-Nie chyba nic-powiedział Mack-A to może dlatego jak biegłem do domu i dwa razy strzelił we mnie piorun nic mi się nie stało-powiedział z namysłem.
-A więc już wiemy że patronem Mack'a jest Zeus.Teraz tylko pozostała trójka-powiedziała Evanlyn.
-Wiesz Hermes był boskim posłańcem był zręczny,szybki,sprytni w ogóle-powiedziała Nike.
-A więc to kandydatury zostajesz tylko ty i Kross-odpowiedziała jej Evanlyn. Co prawda dziewczyna,również była szybka i zręczna ale nie mogła się równać z tym dwojga.
-A więc co zamierzasz jakiś konkursik zrobić-spytał żartobliwym tonem Kross.
-Niee... To musi być coś takiego,jak piorun walący w Mack'a-w tym momencie chłopak się do nich wyszczerzył.
-Hmm...Przecież Hermes potrafił latać dzięki tym swoim butom,prawda?Bo miały skrzydła jak dobrze pamiętam-powiedziała Nike.
-Ja tam nie wiem-powiedział Kross i zamknął oczy.Nagle zaczął się unosić.Wszyscy patrzeli jak sobie szybuje po pokoju Mack'a.
-Kross?-spytał niepewnie Mack.
-Czego widzisz że próbuje się zdrzemnąć?-spytał.
-Dobra,dobra ale tak na chwilkę spójrz w dół-poprosił Mack.Kross ociągliwie otworzył oczy i spojrzał w dół.
-Wow!Jestem supermen'em!-krzyknął i przybrał pozę jakby chciał odlecieć,lecz dalej powoli dryfował w powietrzu.

"Burza"-część 2

Przyjaciele rozmawiali jeszcze tak przez godzinę.Nagle rozpętała się burza.
-Och świetnie!Tego mi brakowało!-krzyknęła Nike.

--Oj przestań to zwykły deszczyk-powiedziała Evanlyn. Nagle obok niej walnął piorun.Dziewczyna aż podskoczyła.
-Tylko zwykły deszczyk hm?-powiedziała sarkastycznie Nike. Evanlyn posłała jej chłodne spojrzenie.
-To może choćmy do miasta gdzieś się schować zamiast tu tak stać i moknąć?-powiedział cierpliwie Kross.Dziewczyny skinęły głową i pobiegły przodem a za nimi biegł Kross oraz Mack. Gdy dotarli do miasta schowali się pod zadaszeniem małego sklepu.
-Wiecie co?Strasznie mnie dziwi to że pioruny walą tak strasznie blisko nas-powiedział z namysłem Mack.
-E tam to pewnie przypadek-powiedział Kross i machnął ręką.Stali tak przez dwadzieścia minut a burza nie ustawała.Pioruny cały czas waliły blisko nich,czasami w poddasze. Evanlyn bardzo to dziwiło.Spojrzała z ukosa na Mack'a.Miał taką samą minę co ona,to wszystko było bardzo dziwne.Gdy chciała się wychylić by spojrzeć w niebo o mało nie walnął w nią piorun.Szybko schowała się z powrotem.
-Wiecie co?Mack chyba ma racje to chyba dziwne że,kiedy akurat chciałam się wychylić piorun akurat chciał walnąć w to miejsce?-spytała i spojrzała na przyjaciół.Wszyscy spojrzeli po sobie.Nagle ziemia się zatrzęsła. Wstrząs był tak silny że Evanlyn o mało nie straciła równowagi.
-Co to było!?-krzyknął Kross.
-To nie może być normalne-odpowiedziała Nike.
-Mam pomysł!-krzyknął Mack i wybiegł spot zadaszenia.Pioruny momentalnie zaczęły walić w niego,lecz dzięki temu że był zwinny i szybki unikał ich.Gdy dobiegł do kolejnego sklepu stanął pod zadaszeniem aby odetchnąć.
-Teraz wy!-krzyknął.
-Oszalałeś?!-krzyknęła Nike.
-Zaufajcie mi mam plan!Spotkamy się u mnie!-powiedział i zniknął im z oczu.
-A więc?Kto pierwszy?-spytał Kross.Dziewczyny popatrzały na niego.
-Eh...Jakbym się tego nie spodziewał...-powiedział i zaczął biec identycznie jak Mack.Gdy dotarł do zadaszenia pomachał im i krzyknął:
-Nike teraz ty!
Nike spojrzała na Evanlyn.
-Dalej uda ci się!-zachęciła ją przyjaciółka.Nike przełknęła nerwowo śline i zaczęła biec.W połowie drogi o mało nie walnął w nią piorun,lecz go uniknęła.
-Biegnij!Szybciej!-krzyczał Kross.Nike wpadła pod zadaszenie prosto w ramiona Krossa.Oddychała szybko i nerwowo.Gdy się uspokoiła Kross zapytał:
-Nic ci nie jest?
Ona się do niego uśmiechnęła.
-Nie,nic-odwróciła się na pięcie i krzyknęła do Evanlyn-Dalej!
Evanlyn zdjęła gumkę do włosów z nadgarstka i zrobiła kicka. Zawsze nosiła gumkę przy sobie.Bo nigdy nie wiadomo kiedy się przyda?Evanlyn wzięła kilka głębokich wdechów i zaczęła biec.Szybko biegła nie patrząc pod nogi.Nagle zahaczyła o kamień i upadła.Lecz szybko wstała i pobiegła.Odwróciła głowę by spojrzeć za siebie. Akurat w to miejsce,na którym przed chwilą leżała walnął piorun.Nie to nie mógł być przypadek-pomyślała.Gdy dobiegła do Nike i Krossa była zdyszana.Całe to unikanie i potykanie się bardzo ją zmęczyło.Momentalnie poczuła ból.Spojrzała na swoją lewą nogę.Na nodze widniała rana,która krwawiła.
-No świetnie...Tego mi brakowało-powiedziała.
-Chodźmy szybko do Mack'a on na pewno ma w domu jakieś bandaże-zawołał Kross.Od miejsca,w którym byli było bardzo blisko do domu Mack'a i cała droga była osłonięta.Przyjaciele szli do domu Mack'a wolno,przez lekko utykającą Evanlyn.Gdy doszli do domu drzwi się otworzyły na oścież.
-Wchodzicie szybko-powiedział chłopak.Gdy weszli po schodach do pokoju Mack'a chłopak pobiegł po bandaże.Gdy wrócił podał je Nike i zaczął czegoś szukać w pudle,które stało obok szafy.Wyjął wielką,brązową księgę z pozłacanymi końcami.
-Co to?-zaciekawiła się Evanlyn.
-Dostałem do kiedyś od dziadka,powiedział że gdyby działo się kiedyś coś dziwnego mam ją przeczytać,ale chyba mu się coś pomieszało ta książka jest pusta-powiedział i otworzył księgę-widzicie?
Przyjaciele otworzyli szeroko oczy.
-Co się tak patrzy...łoooo....-powiedział Mack i również spojrzał na księgę.Litery same pojawiały się na kartkach.
-Kim był twój dziadek?-spytała zaciekawiona Evanlyn.
-Szczerze to nie wiem-powiedział nie odrywając oczu od księgi.
-Czwórka bohaterów-zaczęła czytać na głos Nike-Pokona zło.Zwycięży bitwę.Patronami ich są sam Zeus,Artemida,Atena oraz Hermes.Zwyciężą oni Kronosa...-skończyła.

piątek, 22 marca 2013

"Burza"-część 1

Zaczął się nowy dzień.Promienie słońca rozświetliły pokój Evanlyn.Nagle zadzwonił budzik.Evanlyn półprzytomna zwaliła budzik z szafki nocnej.I znów się położyła.Powoli zaczęła zamykać powieki.Nagle otworzyła je.
-Dziewiąta!?-krzyknęła na cały dom.Szybko wstała z łóżka i wyjęła z szafy swoje ulubione szare dżinsy,niebieską koszulkę z krótkim rękawem oraz białą bluzę.Szybko pobiegła do swoje łazienki i zaczęła rozczesywać swoje długie,blond włosy.Później szybko zleciała na dół i skierowała się do kuchni.
-Cześć mamo!-krzyknęła.
-O widzę że już...
-Pa mamo!-krzyknęła wzięła rogala i pobiegła dalej.
-...wstałaś-dokończyła.Zza rogu wyłonił się jej ojciec wycierając szmatką ręce.
-Cześć córciu dokąd tak ci szybko?-spytał z troską w głosie.
-Biegnę do Nike,Krossa i Macka-odpowiedziała i pobiegła do wyjścia.Gdy była już przy drzwiach wpadła na swojego młodszego brata.
-Uważaj jak biegasz!-krzyknął uśmiechając się.
-Sory śpieszę się!-krzyknęła i zerwała się na równe nogi.Evanlyn i jej brat Will odróżniali się od innych rodzeństw mieście.Bardzo się lubili,a nie kłócili jak większość.Podała bratu rękę a on wstał.
-To lepiej idź bo się spóźnisz-powiedział.Ona tylko posłała mu ciepły uśmiech.Otworzyła drzwi i wyszła.Jej dom leżał w dużej odległości od miasta.Miasto było małe,spokojne i jeździło się tam przeważnie na koniach.Ona konia nie miała choć bardzo chciała.Biegła przez pagórkowatą polankę aż w oddali zobaczyła swoich przyjaciół.Pomachała do nich żeby ją zauważyli.Nike odmachała jej bo Mack oraz Kross byli zajęci graniem w piłkę nożną.Co nie wyglądało zbyt ciekawie,ponieważ tylko ją do siebie odbijali.Gdy Evanlyn dobiegła do niech przywitała się:
-Cześć
-Co tak długo?Myśleliśmy że nie przyjdziesz-spytała Nike.
-Przepraszam budzik nie zadzwonił-odpowiedziała.Nike spojrzała na przyjaciółke podejrzliwie.
-No co?-dopytatywała się Evanlyn.
-Oj dobra,dobra zapomniałam go nastawić,ale to tylko półgodziny-odpowiedziała dziewczyna.Nike posłała jej uśmiech.
-Tylko półgodziny he?Aż pół godziny musiałam patrzeć na interesujące zajęcie tych dwoje-wskazała ruchem ręki Mack'a i Krossa.Evanlyn zachichotała cicho.
-Masz jakiś problem?-spytał Kross uśmiechając się.Ale w tym momencie Mack kopnął piłkę mocniej i chłopak dostał w głowę.Krzyknął cicho,a dziewczyny wybuchły śmiechem.Najpierw Kross zrobił skruszoną minę,ale potem dołączyć do dziewczyn.W końcu podszedł do nich Mack.
-Znów nie ustawiłaś budzika?-spytał żartobliwie.Ona tylko przewróciła oczami,ponieważ często się jej to zdarzało.
-Oj tam przesadzasz-powiedziała Evanlyn.
-Tak?To dlaczego się spóźniłaś?-spytał uśmiechając się.Nagle Evanlyn się zarumieniła. Mack uśmiechnął się do siebie.Położył rękę na jej ramieniu i powiedział:
-Widzisz znam cię. Evanlyn zaczerwieniła się jeszcze bardziej,ponieważ Mack podobał jej się od dawna.Miał szatynowe włosy,jasne niebieskie oczy i piękny uśmiech.Najczęściej ubrany był w czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem,czarne dżinsy i takiego samego koloru trampki.Nagle podszedł do nich Kross i otrzepał się z ziemi,na którą upadł..Kross miał blond włosy zawsze w nieładzie oraz orzechowe oczy.Nike miała czarne włosy zawsze spięte w kicek,ponieważ gdy miała rozpuszczone zawsze wiatr zgarniał je jej na twarz.Oczy miała kocio zielone.Kross i Nike ubierali się podobnie również w dżinsy oraz duże bluzy,oczywiście Nike czasami inaczej,lecz wszystkie ubrania Krossa były prawie nie do odróżnienia.

Sorki że tak mało ale dopiero zaczynam ^^ Następna część jutro:)