poniedziałek, 25 marca 2013

"Burza"-część 5 + dedyk

                                                        Dedykacja
Tak to jest już piąta część "Świata Ev" chciałabym podziękować Marceli za to że mnie wspiera i
jednocześnie ją ochrzanić za to że nie daje mi spokoju!Ale i tak dziękuje ci!


Gdy wszyscy weszli ujrzeli wielki hol.Kross był bardzo bogaty dlatego jego matka bardzo lubiła kupować nowe rzeczy do domu.Po środku holu rozciągały się schody na górę.Po prawej stronie było wejście do salonu,a po lewej do kuchni.Nagle podszedł do nich jakiś facet.Miał siwe włosy i pełno zmarszczek.Ubrany był w garnitur oraz czarne błyszczące buty.
-Witaj paniczu-powiedział dostojnie facet.
-Cześć Sebastian!-krzyknął Kross.Nike podeszła do niego bliżej i szepnęła:
-Paniczu?
-Eh wiem prosiłem go aby mówił do mnie po prostu Kross,ale on nie chcę-powiedział Kross.Nike,Mack i Evanlyn jeszcze nigdy nie byli w domu Krossa i nie wiedzieli że jest bogaty więc byli trochę zmieszani.Wszyscy byli przemoczeni od deszczu.Lokaj podszedł do pozostałej czwórki i powiedział:
-Czy mogę prosić o płaszcze?-spytał znów dostojnie.Przyjaciele spojrzeli na siebie mieli na sobie tylko bluzy.Jako pierwszy bluzę zdjąć Mack i podał ją Sebastianowi.Reszta zrobiła tak samo.Nagle do Krossa podbiegła jakaś kobieta.Najwyraźniej jego matka-pomyślała Evanlyn.
Miała długie blond włosy opadające na ramiona i orzechowe oczy.Ubrana była w żółtą sukienkę.
-Kross!-zawołała-Martwiłam się o ciebie!
-Ale nic mi nie jest-powiedział a potem zwrócił się do przyjaciół-Za mną.Wszyscy poszli za nim zostawiając w tyle matkę Krossa i Sebastiana.Za schodami były skryte drzwi.Kross otworzył je i wszedł za nim pozostała trójka.Znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu zbudowanym cały z szarych cegieł.Na półkach i stołach leżało pełno żelaza lub już wyrobionych mieczy.
-Szczerze mówiąc myślałam o czymś lepszym niż zwykły miecz-powiedziała Nike podnosząc jeden.
-O jak to sobie wyobrażałaś?-spytała uśmiechnięta Evanlyn.
-No...Sama nie wiem po prostu jakoś tak....bardziej...legendarnie-odpowiedziała w końcu. Mack oparł się o ściane. Nagle za jego plecami coś się otworzyło. Mack padł na ziemie jak długi.Reszta zachichotała.Nike podeszła do miejsca gdzie ściana się przesunęła.Na poduszce leżały cztery bronie.Jednym z nich był miecz."Świecił"się na niebiesko jak reszta broni.Miał na rękojeściu wygrawerowaną błyskawice.Druga broń,również miecz wyglądał identycznie jak tamta lecz,różnił się tym że na rękojeściu miał wygrawerowane skrzydło.Następna broń była trochę krótsza od miecza ale też dłuższa od sztyletu.Na rękojeściu widniał znak Oka Horusa.Ostatnią bronią był łuk,był cały niesbieski. Obok niego leżał kołczan ze strzałami. Kołczam zrobiony był ze skóry.Na nim wyszyty był znak strzał.Ale orginalne...-pomyślała Evanlyn.
-I o coś takiego mi chodziło!-wykrzyknęła Nike.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz